Szesnaście lat temu "Gazeta Wyborcza", wspierana przez "Trybunę" oraz tygodniki "Nie" i "Angorę", zarzuciła Andrzejowi Kernowi - ówczesnemu
wicemarszałkowi Sejmu - że jest przestępcą i obywatelską świnią, ponieważ wywarł niedopuszczalny (formalnie i moralnie)
nacisk na prokuraturę, policję i inne instytucje w celu odzyskania swej nieletniej córki Moniki, rzekomo uprowadzonej przez rodzinę jej chłopaka. Rok intensywnej medialnej nagonki zrobił
swoje: Andrzej Kern wypadł z politycznego obiegu.
O tym zaś, jak było naprawdę, można przeczytać tu:
Agnieszka Rybak, Najłatwiej zabić gazetą, "Rzeczpospolita" z 6 października 2007
oraz tu:
Grzegorz Wierzchołowski, Wyrok na Andrzeja Kerna, portal onet.pl z 19 grudnia 2007
a także w Wikipedii:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Andrzej_Kern
Mówiąc w skrócie, mecenas Andrzej Kern, którego miałem zaszczyt znać osobiście, był uczciwym człowiekiem, praworządnym obywatelem i gorącym patriotą. Wbrew twierdzeniom mediów, władzy nigdy nie nadużył, nigdy nie kłamał, nie kradł
i nie gwałcił i nie zabijał. Orzekł to również łódzki sąd powszechny obu instancji, który w latach dziewięćdziesiątych w procesie cywilnym prawomocnie skazał prasowych
oszczerców za naruszenie dóbr osobistych Kerna, a wyrok ten kasacyjnie podtrzymał sam Sąd Najwyższy w roku 2001. Uznając, że brukowe teksty nie służyły żadnemu interesowi publicznemu, sądy nakazały mediom przeprosiny
małżonków Kernów i wypłacenie im kilku tysięcy złotych zadośćuczynienia. Tak oto Rzeczpospolita pod pieczęcią z Orłem Białym przywróciła dobre
imię jednemu ze swych wiernych synów, prezydent zaś odznaczył go Komandorią Orderu Odrodzenia Polski. Pośmiertnie, bo siedemdziesięcioletni Andrzej Kern zmarł w listopadzie 2007.
Tymczasem w marcu 2008 nagle okazało się, że te wyroki, Orła oraz Restitutę
moi rodacy mogą sobie potłuc. Oto europejski Sąd Ostateczny - słynny Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu - uznał, iż w sprawie Kerna wszystkie
polskie sądy, jako nadwiślański zaścianek i kołtun, wyrokowały niesłusznie.
Eks marszałka, stwierdził Strasburg, wolno było nazwać w prasie bandytą, kurwą i złodziejem, ponieważ właśnie taki jest
światły nowoczesny
europejski standard obyczajowy. Kern był politykiem, a w Europie środki masowego przekazu mają prawo bezkarnie mieszać polityków z błotem. Co więcej,
nakazanie mediom, aby przepraszały za oszczerstwa, było brutalnym pogwałceniem świętej wolności słowa.
Za karę Polska (skarb państwa) musi
przeprosić skrzywdzonych dziennikarzy i wydawców oraz wypłacić im ponad 40 000 złotych.
Że to niemożliwe? Że Remuszko oszalał? Być może, ale pod wpływem tego, co
przeczytał 18 marca 2008 roku w "Rzeczpospolitej".
Przez prasę przetacza się teraz dyskusja o nowej Konstytucji Europejskiej, zwanej dla niepoznaki Traktatem Lizbońskim. Jako człek wychowany w etosie rycersko-harcerskim, uważam, że jego przyjęcie bądź odrzucenie powinno odbyć się wedle takich właśnie
uczciwych reguł, co oznacza naprzód równy dostęp zwolenników i przeciwników UE do mediów publicznych w narodowej debacie na ten temat, potem zaś narodowe referendum (szczegóły - tutaj).
Dlaczego ta sama prasa nie broni dziś czci i pamięci ś.p. Andrzeja Kerna?
Dlaczego obronie jego honoru - a także w obronie autorytetu wymiaru sprawiedliwości polskiego państwa - nie wystąpił marszałek Bronisław Komorowski ani posłowie? Dlaczego nie odezwał się premier Donald Tusk ani prominentni politycy? Dlaczego milczy prezydent Lech Kaczyński? Ja - nie wiem.
Ale przypomnę, że nad głównym wejściem do wybudowanego przed wojną gmachu obecnej Kancelarii Premiera widnieją dwa słowa: Honor i Ojczyzna. Przypuszczam, że
przedwojennym architektom chodziło o jakiś inny Honor.
Stanisław Remuszko