|
Warszawa,
Boże Narodzenie 2007
P.T.
Dyrekcja TPN
Chałubińskiego 42a
Zakopane
Zwracam się z uprzejmą prośbą o
dopuszczenie w sezonie letnim ograniczonego i specyficznego ruchu
samochodowego na drodze z Kuźnic do hotelu "Kalatówki".
Jestem starym (w przenośni i
dosłownie) miłośnikiem Tatr, ponieważ pierwszy raz byłem w nich jako
czterolatek w 1952 roku, a potem na palcach najwyżej obu rąk dałoby
się policzyć lata mej tatrzańskiej nieobecności. Przypuszczam, że na
obszarze TPN nie ma szlaku, którego nie przeszedłbym
przynajmniej jeden raz w obie strony, a dwukrotne złote GOT-y też w
końcu czegoś tam dowodzą.
Uważam, że dałoby się spokojnie
spełnić moją prośbę bez najmniejszego uszczerbku dla tatrzańskiej
przyrody, w zgodzie zarówno z literą, jak i duchem prawa, oraz
w interesie Parku, Hotelu i Turystów.
Hotel "Kalatówki"
dysponuje 92 miejscami, ale w sezonie letnim obłożenie zazwyczaj nie
przekracza 50%. Z tych 40-50 gości, bardziej zaawansowaną turystykę
górską uprawia - w porywach - do 20%. Jeśli wziąć pod uwagę
niepogodę oraz naturalną nieregularność wycieczek, z całej tej
arytmetyki wynika, że każdego letniego późnego popołudnia w
Kuźnicach zjawia się zwykle kilku kalatówkowych gości
hotelowych, którzy mają za sobą męczącą wielogodzinną wyrypę i
marzą tylko o jednym: aby już nigdzie nie iść, tylko zrzucić plecak,
wziąć prysznic, zjeść posiłek i wreszcie odpocząć; to
charakterystyczne uczucie zna każdy prawdziwy turysta. Niestety,
czeka ich jeszcze godzina żmudnej, nieciekawej i wyjątkowo
niewygodnej drogi do hotelu. Mógłby zjechać po nich hotelowy
łazik, ale TPN nie pozwala.
Uważam, że nic, ale to absolutnie
nic (poza dobrą wolą Decydenta) nie stoi na przeszkodzie wydaniu
hotelowi zezwolenia
na samą tylko MOŻLIWOŚĆ codziennych np. dwóch kursów
łazika - wyłącznie w godzinach 17-19! - po zmordowanych hotelowych
gości, którzy wcześniej przez telefon komórkowy zamówią
taką usługę. Z
mojego rozeznania wynika, że skonany wędrowiec chętnie zapłaci za
takie podwiezienie np. 20 zł - z czego połowę Hotel przekazywałby
Parkowi.
Podsumujmy. Park miałby za friko
koło stówy dziennie. Hotelu nie kosztowałoby to nic a nic - a
podniósłby standard swych świadczeń. Nieliczni zapaleni
turyści mogliby wybierać się na dalekie całodniowe wycieczki bez
obawy o fatalny finałowy powrót. W godzinach 17-19 z knajp się
nie wraca (sam już nie wiem jakie przywoływać pro
i contra).
Park sprawiałyby radość kilkorgu starszym miłośnikom Tatr. Przyroda
nie ponosiłaby najmniejszej straty (łazik i tak jeździ z
zaopatrzeniem). Same plusy!
Stanisław Remuszko
Warszawa, Boże Narodzenie 2007
Warszawa, 22 stycznia 2008
Wasz znak: DSFP2.2-7474-005/08
Pan
Dr inż. Paweł Skawiński
Dyrekcja TPN
Chałubińskiego 42a
34-500
Zakopane
Uprzejmie proszę o powtórne
rozważenie mojej prośby sprzed miesiąca. Przedstawiłem w niej -
przez szacunek należny Panu Dyrektorowi, Parkowi i Tatrom - szereg
logicznych rzeczowych argumentów. W odpowiedzi usłyszałem
lakoniczne jednozdaniowe "nie, bo nie". Tak się nie godzi.
Jeśli dwa kusy łazika ze
zmordowanymi starszymi turystami to za dużo, niech Pan się
zgodzi chociaż na tylko
jeden taki kurs, tylko jesienią, tylko o zmierzchu i tylko
wtedy, gdy wcześniej zostałby on zamówiony przez w.w.
gości. Przecież
to jest wypisz wymaluj wyjątek, o którym Pan pisze! Proszę,
niech Pan Dyrektor weźmie również pod uwagę absolutnie
wyjątkową właśnie - pod względem historycznym,
architektonicznym i usługowym - pozycję Hotelu "Kalatówki"
wśród wszystkich tatrzańskich schronisk. Uważam, że
skoro TPN nie dąży do rozbiórki tego
budynku, powinien on móc służyć miłośnikom gór
zgodnie ze swym wyjątkowym charakterem - a więc jego
obsługa powinna móc, w razie potrzeby i na specjalnych
warunkach, dowieźć z Kuźnic paru hotelowych gości,
jeśli są to osoby starsze (np. 60+) i bardzo zmęczone po
całodniowej górskiej wędrówce.
Przypomnę i powtórzę na
koniec, że łazik i tak tamtędy codziennie jeździ z zaopatrzeniem i
jego ewentualny jeden jedyny kurs więcej niczego pod
żadnym względem nie zmieni.
Stanisław Remuszko
Warszawa, Boże Narodzenie 2007
Warszawa, 29 lipca 2008
Pan
Dr inż. Paweł Skawiński
Dyrekcja TPN
Chałubińskiego 42a
34-500 Zakopane
Szanowny Panie Dyrektorze,
Pana
twierdzenie, iż postuluję świadczenie „usług taksówkarskich”
na trasie Zakopane-Kalatówki albo „uruchomienie tam
komunikacji samochodowej” ma tyle wspólnego z
rzeczywistością, co teza, iż TPN pragnie zrównać z ziemią
wszystkie tatrzańskie schroniska lub zakazać stosowania w nich prądu
elektrycznego – w imię ochrony przyrody, rzecz jasna.
W swoich pismach (dla przypomnienia załączam) wysunąłem
szereg rzeczowych argumentów i ograniczyłem swą pierwotną
propozycję do jednego kursu łazika dziennie –
tylko jesienią, tylko o zmierzchu i tylko wtedy, gdyby prosili o to
starzy hotelowi goście zmordowani po całodniowej wyrypie.
Pan Doktor Inżynier wszelako raczy nie odnosić się ani do tych, ani
do innych przedstawionych konkretów. Trudno.
Wobec
tego może rozstrzygnęlibyśmy ten spór starodawną metodą?
Wyzywam Pana na pojedynek na rękę: jeśli Pan mnie położy, publicznie
wejdę pod stół i odszczekam wszystkie niemiłe słowa pod Pana
adresem, ale jeśli ja wygram, da mi Pan dyrektorską zgodę na
trzykrotne przywiezienie mnie i żony hotelowym łazikiem z Kuźnic we
wrześniu 2008, kiedy to na Kalatówkach spędzimy w charakterze
gości dobre kilka dni. Jest Pan wprawdzie o dwa miesiące ode mnie
starszy, ale za to zdrowy, silny i sprawny, podczas gdy ja mam za
sobą trzy zawały, jeden udar oraz bajpasy (polecam
www.remuszko.pl/serce), na sobie zaś 25 kg nadwagi.
Jestem do dyspozycji Pana Dyrektora na Chochołowskiej od
środy 3 do niedzieli 7 września 2008. Mam nadzieję, że pan Józef
Krzeptowski zgodzi się nam posędziować.
Z respektem i dobrymi życzeniami :-)
Stanisław Remuszko
*   *   *
W oznaczonym terminie czekałem na Chochołowskiej, potem czekałem na Kalatówkach, ale pan dyrektor jest najwyraźniej mocny tylko w gębie, bo nie podjął rzuconej rękawicy (nie pokazał się ani nie zadzwonił).
S. R. |