Cenzura u pana Lema

To jest wiadomość zrozumiała tylko dla Lemolubów z portalu https://lem.pl/.
Poniżej zamieszczam kursywą pełną treść mojego wczorajszego wpisu na Forum tego portalu. Okazuje się, że ten wpis został ocenzurowany (wycięty, usunięty):

Uprzejmie informuję P.T. Zainteresowanych, że przed chwilą od pana moderatora Q dostałem mejla następującej treści:

—– Original Message —–
From: „snowman142@o2.pl” <solaris@lem.pl>
To: <remuszko@gmail.com>
Sent: Sunday, September 17, 2017 4:23 PM
Subject: P
Jak już tak bardzo chcesz mnie sprowokować, Porfirionie, bo nikt z tobą nie gada, to policz ile dzieli w alfabecie J. od A., a następnie A. od M., posiadam bowiem dwa imiona.
Pomijam, że strasznie niskie to co robisz… Próbować sobie kupić popularność dwiema stówami… B. marne wyobrażenie o ludziach masz… Wedle siebie sądzisz?

Wiernych Czytelników mojego bloga pozdrawiam serdecznie i z respektem : -)
Stanisław Remuszko
Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , | Komentarze są wyłączone

Grzegorz Miecugow

Nie umiem tego reprodukować graficznie, więc tu jest link do nekrologu Grzegorza Miecugowa: http://nekrologi.wyborcza.pl/0,11,,400005,Grzegorz-Miecugow-nekrolog.html

Grzegorz, którego poznałem ze dwadzieścia lat temu przy okazji lustracji*, już wtedy był wybitnym dziennikarzem i publicystą oraz wyjątkowo kulturalnym rozmówcą. Już wtedy, bo na dzisiejszym pismaczym tle mógłby być wzorcem z Sevres. Kiedyś miałem przyjemność ugościć go u siebie domowym rosołem. Parę razy spotkaliśmy się w tej kawiarni przy Agrykoli. Sporo palił, jeśli dobrze pamiętam. Potem kontakty jakoś się urwały. A pojutrze, 1 września 2017 o godzinie 11:00, niewielka urna ze sproszkowanym Grzesiem zostanie pochowana w rodzinnym grobie Miecugowów na warszawskich Wojskowych Powązkach.

Przykro. Nagle. Za młodo. Żaden bliski druh, ale ta śmierć bardzo mnie poruszyła.

Stanisław Remuszko

* „Gazeta Wyborcza. Początki i okolice”, wyd. III, s. 199-200, „Wariacje obywatelskie”, s. 186-187.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , | Komentarze są wyłączone

Przykład

Uważam, że hierarchowie Kościoła Katolickiego, zwłaszcza polscy (ponad 150), powinni inauguracyjnie, wskazówkowo i symbolicznie przyjąć pod dach swych rezydencji przynajmniej po jednej rodzinie uchodźców, niechby tylko chrześcijan.
Uważam, że nic tak skutecznie nie działa na ludzkie sumienia, jak konkretny praktyczny przykład.

Stanisław Remuszko

Opublikowano Bez kategorii | Komentarze są wyłączone

Repetitus manent jeszcze bardziej

Teoretycznie mógłbym ograniczyć się do linku http://www.remuszko.pl/blog.php/?p=4762, ale to jest tak ważna sprawa, że zacytuję całość sprzed roku:

Scripta manent

Opublikowano 1 sierpnia 2016, autor: remuszko

Napisane zostaje…

Cenzura była zawsze, a przecież napisane – jakoś zostawało. To napisane klinami, hieroglifami, krzaczkami i literami. Zawsze miało większe szanse przetrwania, niż wypowiedziane głosem. Starożytni nie znali rejestratorów dźwięku, więc mówili: verba volant, scripta manent.

Bogu dzięki, że napisane zostaje, bo na tej podstawie rozumny człowiek może porównać napisane kiedyś z napisanym teraz, i w ten sposób dostrzec ewolucję poglądów. Także własnych.

Dziś pierwszy sierpnia, więc co do kropki cytuję to, co o Powstaniu Warszawskim napisałem dwa lata temu w „Rzeczpospolitej” i rok temu powtórzyłem na portalu StefczykInfo:

*     *     *

Spór o Powstanie był, jest i będzie wieczny.Tylko z żołnierzami porozmawiać coraz trudniej, ponieważ coraz szybciej odchodzą. Kto w 1944 miał lat kilkanaście, ten dziś ma koło dziewięćdziesięciu, nieliczni zaś żyjący oficerowie Powstania są jeszcze starsi. W ciągu kilku, może kilkunastu lat umrą wszyscy. Taka jest nasza biologia. Ale zostaną wspomnienia dzieci, wnuków i prawnuków, zostaną niezliczone artykuły, kasety i płyty, książki, wystawy, zdjęcia i filmy, zostanie Muzeum. Zostanie długotrwała wielka narodowa pamięć.

Biorąc pod uwagę intensywność wydarzeń i skoncentrowaną liczbę ofiar wśród ludności cywilnej, osobiście uważam Powstanie Warszawskie za tragedię chyba największą w naszych dziejach. W odróżnieniu od I czy II wojny światowej, na której wybuch i przebieg nie mieliśmy przemożnego wpływu, efektywną decyzję o Powstaniu podjęła grupa kilku-kilkunastu ludzi; to zaś jasno wskazuje, że inna grupa mogłaby tej decyzji nie podjąć. Po drugie, ofiar Powstania mogłoby być znacznie mniej (nie ośmielę się rzec, ile, ale zauważę, że połowa, to 100 000 ludzkich istnień), gdyby rozmowy o kapitulacji podjęto znacznie wcześniej. Nie uznaję śmierci za ojczyznę za wartość wyższą od życia dla niej. Zwłaszcza w odniesieniu do ludzi młodych.

Jan Paweł II oraz wielu przed nim i po nim sądziło, że adekwatność historycznych ocen zawsze zależy od historycznego kontekstu. W takim właśnie ujęciu, główne argumenty obu stron sporu są podane na przykład w wikipedii; zresztą fachowa literatura dostępna w internecie i bibliotekach papierowych od dawna już przekraczać możliwości poznawcze jednego człowieka.

O Powstaniu Warszawskim rozmawiałem z dosłownie dziesiątkami Powstańców. Zarejestrowałem i opisałem te rozmowy. W aspekcie czysto racjonalnym, podzielam opinię o bezsensowności i karygodności decyzji o jego rozpoczęciu (gen. Anders używał słowa „zbrodnia”). Wiem też jednak, iż w duszach i umysłach dziesiątków tysięcy warszawiaków rozum zderzył się z innymi, często ważniejszymi dla nich wartościami, by wspomnieć Boga, Honor, Ojczyznę i Tradycję. To był wybór aksjomatyczny, czyli taki, którego się nie uzasadnia. Kierowano się nim przed Powstaniem i na początku Powstania.

Rzecz jasna, ta dychotomia nie zmniejsza ogromnego podziwu i respektu dla bohaterstwa indywidualnych Powstańców. Lecz te uczucia są przynajmniej równoważone krytyczną oceną militarnych i politycznych powstańczych szans na zwycięstwo – moim zdaniem identycznych na miesiąc, na tydzień i na dzień przed wydaniem rozkazu o godzinie „W”. Uważam, że takich szans od początku nie było ani trochę. Jak trafnie zauważył walczący na moim Mokotowie (dostał za to VM) porucznik AK pseudonim „Jastrzębiec”, z którego wnukiem (Chełm) mam zaszczyt się przyjaźnić, nieliczni politycy-stratedzy oraz naczelni dowódcy mają psi obowiązek myśleć niemal wyłącznie o sukcesie politycznym i militarnym, a dopiero potem mogą brać do rachuby rozmaite patriotyczne wartości i świętości.

TVP nadała wczoraj na żywo poruszający rocznicowy program-debatę „Bez retuszu”. Pozwolę sobie z pamięci zacytować końcowy głos profesora Antoniego Dudka: …Niech Powstanie Warszawskie na zawsze pozostanie dla nas wielką narodową lekcją na przyszłość…

*     *     *

Felieton z „Rzepy” znalazł się w książce: http://remuszko.pl/czytadlo_podrozne/, link zaś do Stefczyka jest tutaj: http://www.stefczyk.info/blogi/na-moj-rozum/spor-wieczny,14476862396

Jeśli dziś zmieniłbym w tym tekście cokolwiek, to tylko frazę z przedostatniego akapitu. Dziś bym ją wyostrzył poprzez skreślenie słowa „niemal” oraz poprzez wersaliki i wytłuszczenie:

„Nieliczni politycy-stratedzy mają psi obowiązek NAPRZÓD myśleć wyłącznie o sukcesie politycznym i militarnym (naczelni dowódcy wyłącznie o sukcesie militarnym), a DOPIERO POTEM mogą brać do rachuby rozmaite patriotyczne wartości i świętości”.

I dodałbym: „Jeśli nie ma szans na militarne zwycięstwo, a w walce musieliby zginąć liczni postronni cywile – walki nie wolno rozpoczynać. Rozpoczętą zaś – należy zakończyć jak najszybciej.”

Scripta zostanie (czas przyszły łacinny) jako świadectwo ewolucji mych poglądów w ciągu ostatnich dwóch lat.

Stanisław Remuszko

[ewentualnych komentatorów uprzejmie zapraszam na priva: remuszko@gmail.com]

Opublikowano Bez kategorii | Komentarze są wyłączone

Sąd uliczny?

Medialno-polityczna afera z Sądem Najwyższym jest w istocie pytaniem o istotę państwowej demokracji. Takim mianowicie: czy przedstawiciele Suwerena, wybrani lege artis w powszechnych wyborach, mogą robić z państwem – w ramach Regulaminu-Konstytucji – co im się żywnie podoba?

Na mój rozum – nie mogą. Nad państwem stoją bowiem odwieczne zasady niesformalizowane w urzędowych dokumentach, ale wszechobecne w codziennym życiu społeczeństwa, czyli logika oraz realizm (liczenie się z rzeczywistością). W sensie prawnym, są one zawarte w sentencjach i paremiach, które projektant gmachu Sądu Najwyższego pan profesor architekt Marek Budzyński umieścił na jego fasadzie. To jest nasza starożytna netykieta. Sawuarwiwr, czyli dobre wychowanie.

Jeśli wierzyć przeciwnikom PiS, Kaczor Starszy pospołu z Ziobrą i pozostałymi 232 posłami tego ugrupowania zamierza zmienić ustrój Sądu Najwyższego oraz jego osobowy skład. Literalnie, prawo do tego daje im art. 180 ust. 5 Konstytucji. Jednak są jeszcze przynajmniej dwie ważne „okoliczności towarzyszące”.

Pierwsza, konstytucyjnej wprost natury, to trójpodział władz. Mówiąc konkretnie – uważam za Monteskiuszem, że władza sądownicza musi być strukturalnie i funkcjonalnie jak najbardziej niezależna od władzy ustawodawczej i od władzy wykonawczej. Tymczasem zanosi się na coś przeciwnego. Jako obywatel, bardzo źle to odbieram.

Druga „okoliczność”, to zapowiedziane na sierpień i wrzesień rozstrzygnięcia Sądu Najwyższego w sprawie prezydenckiej łaski okazanej w trakcie procesu karnego obecnemu ministrowi-koordynatorowi służb specjalnych Mariuszowi Kamińskiemu, oraz w sprawie prawomocności powołania Julii Przyłębskiej na prezesa TK i Małgorzaty Gersdorf na I prezesa SN. Jeśliby minister sprawiedliwości wyznaczył w lipcu nowy skład Sądu Najwyższego, wzbudziłoby to bardzo poważne wątpliwości co do obiektywizmu wyroków tego ciała.

Pomijam zarzuty-drobiazgi dotyczące różnych konstytucyjnych gwarancji…

Sędziów wszystkich szczebli mamy w Polsce około dziesięciu tysięcy. Sąd Najwyższy liczy sędziów niespełna dziewięćdziesięcioro. W myśl art. 183 Konstytucji, SN w zakresie orzekania sprawuje nadzór nad działalnością wszystkich sądów powszechnych i wojskowych.

https://forum.lem.pl/index.php?topic=1583.msg69802#msg69802

pjes: po 20 miesiącach samodzielnego sprawowania władzy, statystyczne obywatelskie poparcie dla PiS jest niemal dwa razy wyższe niż dla najliczniejszej partii opozycyjnej. Bardzom ciekaw w tym kontekście, ilu ludzi przyjdzie na jutrzejsze (niedziela, 16 lipca 2017) manifestacje poparcia dla SN, do udziału w których gorąco zachęca moja ukochana „Gazeta Wyborcza”: http://wyborcza.pl/7,75398,22092852,protesty-w-obronie-sadu-najwyzszego-zobacz-kiedy-i-gdzie.html

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , | Komentarze są wyłączone

Prawa gangstera

4 lutego 2017 na jednym z portali zamieściłem swój blogowy wpis (http://www.stefczyk.info/blogi/na-moj-rozum/prawa-gangstera,19237441884) takiej oto treści:

Trzy lata po zakończeniu najstraszliwszej wojny w dziejach ludzkości, Zgromadzenie Ogólne ONZ, obradujące wówczas w Paryżu, uchwaliło 10 grudnia 1948 roku Powszechną Deklarację Praw Człowieka. Osiemnaście lat później, już w swojej obecnej nowojorskiej siedzibie, kolejne Zgromadzenie Ogólne ONZ przyjęło rezolucję, na mocy której powstał traktat zwany Międzynarodowym Paktem Praw Obywatelskich i Politycznych (MPPOP). Polska ratyfikowała ten traktat w roku 1977, czyli równe czterdzieści lat temu. W myśl MPPOP oraz artykułu 9. i innych kluczowych postanowień polskiej Konstytucji – nad Wisłą obowiązuje zakaz tortur i nieludzkiego traktowania oraz nakaz humanitarnego traktowania więźniów.

Można rzec, iż nad Wisłą obowiązuje również konstytucyjny i prawnokarny zakaz zabijania ludzi, a jednak morderstwa się zdarzają. Owszem, ale mordują mordercy, nie zaś strażnicy więzienni, których ustawowym i najpierwszym obowiązkiem jest czuwanie nad więźniami.

Gangster Ryszard Bogucki, skazany prawomocnym wyrokiem za morderstwo na innym gangsterze, był jednocześnie oskarżony o zabicie komendanta głównego policji generała Marka Papały. Od tego zarzutu został przez sąd prawomocnie uniewinniony, ale wcześniej z tego powodu przesiedział dziewięć lat w areszcie tymczasowym. Tymczasowe dziewięć lat brzmi jak wyjątkowa kpina, ale gangster poskarżył się sądowi nie na dziewięć lat, lecz na warunki, w jakich przebywał. Twierdził, że te warunki były torturą i nieludzkim traktowaniem. Czytelników, których interesują szczegóły, odsyłam do archaicznie rzetelnej depeszy PAP pióra pana redaktora Marcina Jabłońskiego (http://www.pap.pl/aktualnosci/news,792856,sad-bogucki-z-264-tys-zl-zadoscuczynienia-za-areszt-ws-papaly.html) oraz do dziesiątków sensacyjnych medialnych doniesień, łatwych do wyguglania. Tu chcę rzec tylko, że warszawski Sąd Okręgowy skargę gangstera uwzględnił i przyznał mu ponad ćwierć miliona złotych tytułem zadośćuczynienia.

Prokurator uważa, że w areszcie tymczasowym nie było żadnych tortur ani nieludzkiego traktowania, i od razu zapowiedział, że wyrok zaskarży. Kto ma rację, zdecyduje sąd drugiej instancji (w tym wypadku warszawski Sąd Apelacyjny).

Ja, który jestem za przywróceniem kary śmierci, pytam o coś innego: czy przestępca, a zwłaszcza zbrodniarz (w tym wypadku) powinien być traktowany przez państwo tak samo jak praworządny niewinny obywatel? Czy powinna mu przysługiwać ta sama ochrona prawna? Pytam nie bez kozery, bo wszędzie na anonimowych forach internetowych widzę mnóstwo głosów oburzenia z powodu przedwczorajszego wyroku.

Pewnie narażę się co zajadlejszym czytelnikom, lecz odpowiem jasno i twierdząco. Tak, gangster, a nawet zbrodniarz, dla demokratycznego państwa ani na chwilę nie przestaje być pełnoprawnym człowiekiem i obywatelem. Zarówno Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych, jak i Konstytucja Rzeczpospolitej Polskiej stanowią, że wszyscy ludzie są absolutnie równi wobec prawa. Na dodatek nie można wyjąć z tych doniosłych aktów jednych norm, a inne normy odrzucić. Nie da rady.

Stanisław Remuszko
remuszko@gmail.com, 504-830-131

Policzmy: 264 000 zł : 3288 dni = około 80 zł za dobę. Zgodziliby się Państwo za 80 zł dziennie siedzieć przez marny tydzień w celi 2x2x2 metry z kiblem w kącie, bez telewizji, bez komputera, bez widzeń i bez listów, bez lektur i bez telefonu, za to z głośną muzyką i światłem niekiedy przez 24h?
A jak sprawa się zakończyła?
Sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie! Tę prawdę mądrej babci Pawlakowej wyraził dobitnie pan Zbigniew Ziobro. Wzburzony lutowym wyrokiem trójki lewackich sędziów*, Prokurator Generalny RP oraz Minister Prawa i Sprawiedliwości surowo rzekł do kamer i powtórzyły to zaraz wszystkie media: „Więzienie to nie sanatorium ani luksusowy hotel!”. To wystarczyło. Pojętna trójka roztropnych sędziów** warszawskiego Sądu Apelacyjnego prawomocnym młotkiem wybiła z głowy trójce szalonych sędziów Sądu Okręgowego jakieś konwencje i konstytucje, orzekając przed kilkoma dniami, iż za każdą spośród 3300 dób spędzonych w celi należy się aresztantowi 9 (dziewięć) złotych – a przynajmniej tak twierdzi moja ukochana „Gazeta Wybiórcza”: http://wyborcza.pl/7,75398,22056301,ryszard-bogucki-dostanie-30-a-nie-264-tys-zl-zadoscuczynienia.html.

c.d.n.

R.

*Tomasz Grochowicz, Maria Turek, Igor Tuleya
**Adam Wrzosek, Dorota Tyrała, Grzegorz Miśkiewicz

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , | Komentarze są wyłączone

Śmierć

Rozumuję tak:

1. Demografowie  twierdzą ponoć, że w ciągu ostatnich kilkudziesięciu tysięcy lat przyszło i zeszło z tego świata ponad sto miliardów HomoSapienckich dusz. Nikomu nie udało się przeżyć dłużej niż inni, choćby był faraonem, papieżem albo i samym Billem Gatesem (oby żył wiecznie).
2. Kto rodził się w warunkach starożytnego Egiptu, Rzymu, a także Średniowiecza, Renesansu i Oświecenia – konał kilkadziesiąt lat później w takich samych „warunkach społeczno-medycznych”. Dziś jest zupełnie inaczej.
3. Postępy ludzkiej wiedzy i umiejętności są gigantyczne (zwłaszcza, rosnąco, w ostatnim, kolejno, stuleciu, półwieczu, ćwierćwieczu itd.).
4. W dużej części, postęp ów dotyczy ludzkiego zdrowia (od stanu przedzygotalnego, przez śmiertelność mowląt, leczenie serca, protetykę, geriatrię, itp., aż do zgonu). Generalnie, kto w roku 2017 w miarę dobrze się prowadzi, ma statystyczną szansę przeżyć w dobrej formie przynajmniej kilkanaście, albo nawet (małe) kilkadziesiąt lat więcej niż w roku 1917. To są zmiany zasadnicze i ogromne. Kompletnie nowa jakość przeciętnego ludzkiego życia (w niektórych krajach, ma się rozumieć). Jednak, jako białkowy fenotyp, człek na końcu umrzeć nadal MUSI, a jego uśredniona śmierć jest – co do istoty – IDENTYCZNA jak skon neandertalczyka. Tak samo pełna lęku, tak samo długa, tak samo bolesna.
5. Moje ursynowskie wiosenne pytanie brzmi: czemu w tych najbardziej rozwiniętych krajach świata w ciągu tysiącleci zmieniła się calutka medycyna oraz, obyczajowo, całe główne prawa człowieka i obywatela, ale nie zmieniło się NIC, gdy chodzi o ludzką śmierć? Uważam, że dziś w tych krajach człowiek jest jedynym (wyłącznym) właścicielem własnego życia.  Czemu nie może odejść kiedy chce i jak chce?
6. Rzecz jasna, zawsze można wykonywać różne gwałtowne i skutecznie śmiertelne ruchy pełne strachu i cierpienia https://www.youtube.com/watch?v=U0vB1ljGyzU. Jednak przez tysiące lat gradient wszelkich cywilizacyjnych zmian zawsze był wycelowany w przyjemność człowieka. Nie to, żeby było mu od razu idealnie, ale żeby mu było mniej źle. Mniej przykro. Wygodniej. Milej. Spokojniej. Życzliwiej. Bezboleśniej. Ogień, prąd, aspiryna, WC, materac i podobne.
7. Wystarczą dwa zastrzyki takie same, jakie robi weterynarz usypiający ssaka. Pierwszy wyłącza świadomość, drugi zatrzymuje akcję serca. Dlaczego ta prosta i tania metoda nie jest powszechnie dostępna na życzenie?

Opublikowano Bez kategorii | Komentarze są wyłączone

Pesel 470530… albo życzenia dla Królika

Królikowi, czyli Eli Jabłońskiej, dobre życzenia od Muchy, czyli ode mnie, śle z okazji dzisiejszych LXX Urodzin życzliwy, przyjazny i pamiętający Staszek Remuszko : -)

remuszko@gmail.com, +22 641-7190, 504-830-131

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , | Komentarze są wyłączone

Ryzykant

© ®  Graj ufnie. Lecz wszystkie pozostałe prawa są zastrzeżone.
Play confidingly. But all rights are reserved : -)
ZASADY OGÓLNE

1. Gra się 5 standardowymi kośćmi. Takie kości mają oczka – od 1 do 6.
2. Gracze rzucają całą piątką kości – na zmianę.
3. Każdy z graczy z każdego rzutu (i swojego, i rywala) wybiera swoje własne dowolne ustawienie kości (według schematu: 2 kości + 2 kości + 1 kość), i to ustawienie zapisuje w specjalnej tabelce: sumę oczek pierwszej wybranej pary oraz drugiej wybranej pary „na górze” (G), oczka zaś pozostałej (piątej) kości „na dole” (D).
4. Zapis G jest punktowany. Kto zebrał więcej punktów, ten wygrywa.
5. Zapis D służy do określenia końca gry dla danego gracza.
6. Na dole można zapisać co najwyżej trzy kości (spośród 1-6)
7. Przy każdym rzucie, na dole musi zostać odnotowana jedna kreska (przy wybranej kości).
8. Gra dla gracza kończy się wraz z rzutem, po którym w jego zapisie D zostanie odnotowana dziesiąta kreska przy którejkolwiek z wybranych trzech kości.
9.  Oznacza to, że – przy wyborze trzech kości i bardzo równomiernym rozkładzie stawiania kresek „na dole” – każdy z graczy zbiera punkty z 28 rzutów (3 x 9 = 27 + rzut kończący, który sprawi, że gracz postawi dziesiątą kreskę).
10. Jeśli gracz wybrał dotychczas tylko jedną albo tylko dwie kości, i w bieżącym rzucie nie wypadła ta jedna lub żadna z tych dwóch – gracz musi wybrać z tego rzutu trzecią kość i zapisać ją na dole.
11. Może być tak, że gracz przy kolejnych rzutach wybrał już sobie trzy kości do zapisu D, i w którymś rzucie nie wypadła żadna z tych trzech kości. Wtedy gracz otrzymuje premię zwaną „puściochem”: dolicza sobie punkty G, ale nie odnotowuje kreski D. Zdarza się to rzadko: w jednej partii przeważnie wcale, czasem jeden raz, bardzo rzadko dwa razy, a trzy puściochy zdarzyły mi się tylko parę razy w życiu (rozegrałem setki partii). W takich bardzo szczęśliwych przypadkach (równomierny rozkład + puściochy) gracz zanotuje sobie punkty G nie z 28 rzutów, lecz z 29 rzutów (rzadko) lub z 30 rzutów (bardzo rzadko) lub z 31 (zupełnie wyjątkowo rzadko). Rzecz jasna, teoretycznie możliwa jest dowolna liczba „puściochów”. Szóstka w lotto też się zdarza, lecz tylko z teoretyczną szansą około 1 : 14 x 10^6. „Praktyczność”, innymi słowy, jest wyłącznym skutkiem ogromnej liczby typowań.
12. To jest zabawa idealna dla dwóch-trzech osób, a przy osobach czterech wygodnie mieć osobę piątą, która sama nie gra, tylko uważnie zapisuje decyzje graczy i pilnuje kolejności rzucania. Jedna partia „Ryzykanta” rozgrywana bez pośpiechu przez dwie osoby trwa przeważnie około jednej godziny.
13. Pomysł gry w sensie 2 + 2 + 1 nie jest moim pomysłem. Moim (i Żony) genialnym wynalazkiem jest punktacja oraz (adekwatna) nazwa gry.

PUNKTACJA

Generalnie rzecz biorąc, punktacja odzwierciedla w przybliżeniu względne prawdopodobieństwo wyrzucania par.

Podstawowo, za każdą kreskę przy „dwójkach” (oczka 1 + 1) dostaje się 600 punktów, za każdą kreskę przy „trójkach” (oczka 1+2 albo 2+1) 300 punktów, za „czwórkę” (oczka 1+3, 3+1, 2+2) 200 punktów, itp., itd., z osią symetrii za 100 punktów przy „siódemkach”, które można wyrzucić na 6 sposobów (oczka 1+6, 6+1, 2+5, 5+2, 4+3, 3+4).

Jednakże, aby te punkty dostać, konieczne jest spełnienie warunku, by kresek przy danej kości było dokładnie pięć. Zwyczajowo, zapisujemy je w postaci kwadracika z przekątną. Taki pierwszy pięciokreskowy kwadracik przy danej kości oznacza zarobek 5 x 100 = 500 punktów przy tanich (najczęściej wyrzucanych) „sódemkach” oraz 5 x 600 = 3000 punktów przy drogich (najrzadziej wyrzucanych) dwójkach lub dwunastkach.

Za drugi pięciokreskowy kwadracik przy danej kości otrzymamy dwa razy więcej  punktów, za trzeci – cztery razy więcej, za czwarty – osiem razy więcej, itp., itd. Przykładowo: drugi kwadracik przy „siódemkach” daje 1000 punktów, trzeci 2000 punktów, a czwarty 4000 punktów. Odpowiednio drugi kwadracik przy „dwójkach”/„dwunastkach” daje 6000 punktów, trzeci 12 000 punktów, czwarty zaś 24 000 punktów. Przy tzw. łatwych parach („szóstki”, „siódemki”, „ósemki”) osiągnąć dwa pełne kwadraciki (pełne = z przekątną) jest dość łatwo, trzy – trudniej, ale się zdarza, czterech zaś kwadracików siódemkowych nie udało mi się chyba zdobyć nigdy lub może raz w życiu. Natomiast już trzeci kwadracik przy parach trudnych i najtrudniejszych („dwójki”, „trojki”, ‘jedenastki”, „dwunastki”) jest możliwy tylko teoretycznie; w każdym razie nigdy nie widziałem, by ktoś go zaliczył.

Druga połowa punktacji jest przykra, bo dotyczy „plusów ujemnych”.

Za każdą kreskę, która brakuje do pięciu kresek tworzących pierwszy pełny kwadracik, gracz dostaje tyle punktów ujemnych, ile dostałby na plus, gdyby kwadracik domknął. Przy drugim kwadraciku – dwa razy tyle punktów ujemnych. Przy trzecim – cztery razy tyle. Przy czwartym (teoretycznym…) – osiem razy tyle.

Prześledźmy to na dwóch przykładach.

Przykład pierwszy. W momencie zakończenia gry, gracz ma przy „siódemkach” dwa domknięte kwadraciki, trzeci zaś napoczęty jedną kreską. Za pierwszy kwadracik dostaje plus 5 x 100 = 500 punktów, za drugi 5 x 200 = 1000 punktów, czyli razem 500 + 1000 = plus 1500 punktów. Natomiast w trzecim kwadraciku brakuje mu do domknięcia 5 – 1 = 4 kresek. 4 x minus 400 = minus 1600 punktów.  Zatem suma jego zdobyczy przy „siódemkach” wynosi 1500 – 1600 = minus sto punktów. Namęczył się, zużył jedenaście kresek, i jeszcze stracił w rubryce „siódemek” sto złotych (gdyby przyjąć przelicznik 1 punkt = 1 złoty).

Przykład drugi. W momencie zakończenia gry, gracz ma przy „dziesiątkach” dwa domknięte kwadraciki, w trzecim zaś brakuje mu dwóch kresek. Dostanie za pierwszy kwadracik plus 5 x 200 = 1000 punktów, za drugi kwadracik plus 5 x 400 = 2000 punktów, czyli razem 1000 + 2000 = plus 3000 punktów. W trzecim kwadraciku brakujące dwie kreski liczą się poczwórnie, czyli 2 x minus 800 = minus 1600 punktów. Bilans: 3000 – 1600 = 1400 punktów. Zarobił w rubryce „dziesiątek” 1400 złotych (jeśli przyjąć przelicznik 1 punkt = 1 złoty).

Tabela „G” wygląda tak:
2 x 600

3 x 300

4 x 200

5 x 150

6 x 120

7 x 100

8 x 120

9 x 150

10 x 200

11 x 300

12 x 600

UWAGI KOŃCOWE

Rzecz jasna, dobrze jest stawiać kreski przy jak najmniejszej liczbie kościanych par („otwierać” jak najmniej spośród powyższych teoretycznych 11 możliwości) oraz starać się zamykać już otwarte kwadraciki i, zwłaszcza pod koniec gry, nie otwierać nowych.

Atrakcyjność „Ryzykanta” polega także na tym, że rozkładu kości w rzucie przewidzieć się nie da i czasem pada okrzyk „RZEŹ!”, gdy gracz już był w ogródku, już witał się z gąską, aż tu nagle, wskutek podłego i oczywiście niesprawiedliwego losowego rzutu, musi otworzyć drugi (trzeci) kwadracik, i w sumie ma mocno w plecy, zamiast być dużo do przodu.

Po postawieniu dziesiątej kreski przy którejkolwiek kości na dole – gracz przestaje grać, ale jego przeciwnik (przeciwnicy) grają dalej dopóty, dopóki każdy z nich w swoim zapisie D nie postawi dziesiątej kreski. Wtedy następuje dodawanie i odejmowanie zarobku/strat, wedle oczywistych reguł arytmetycznych.

Jak w każdą grę, w „Ryzykanta” grać można dla czystej satysfakcji lub podług dowolnie umówionych stawek (fanty, pieniądze etc.).

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano | Komentarze są wyłączone

Kłamstwo

http://www.sws.org.pl/

Stanisław Remuszko
Bywalec forum
Dołączył: 24 Paź 2005
Posty: 130
Post Wysłany: Czw Mar 30, 2006 3:58 am

Kłamstwo, to – podług słowników – świadome głoszenie fałszu. Przez 58 lat życia niewiele osiągnąłem, ale z paru rzeczy jestem dumny. Jedna z nich, to dość powszechna opinia przyjaciół i znajomych, że Staszek Remuszko nie kłamie. Czasem się myli, czasem koloryzuje, czasem (nie chcąc sprawić przykrości) coś przemilczy – ale nigdy nie łże.
Prawie dwa miesiące temu nieopatrznie zabrałem głos na forum SWS, w odpowiedzi na co Krzysztof Łoziński kilka razy zarzucił mi kłamstwo (patrz postscriptum). Ponieważ zarzuty były bezpodstawne, nieprawdziwe i publiczne, poprosiłem o publiczną pomoc członków Zarządu SWS oraz moderatorów. Pomocy tej nie dostałem. Muszę bronić się sam.

Jak wiadomo, człowiek w moim wieku „pamięć ma dobrą, ale krótką”. Pewne rzeczy jednak się pamięta – na przykład własne imię i nazwisko, daty urodzin dzieci, porażenie lekturą „Archipelagu Gułag”, relację Ryszarda Reiffa z posiedzenia Rady Państwa PRL przekazaną na gorąco kilku osobom w niedzielny poranek 13 grudnia 1981, rewizję bezpieki w moim domu latem 1984 roku, albo nieliczne fascynujące wizyty u Stanisława Lema. Psychologowie określają to mianem tzw. wydarzeń znaczących. Takim właśnie wydarzeniem był telewizyjny obraz Michnika i Urbana przyjacielsko objętych ramionami i uśmiechających się do kamery na wernisażu Andrzeja Mleczki w redakcji „Szpilek” ćwierć wieku temu – co w paru zadaniach zrelacjonowałem na forum.

Nie wiem, czemu Krzysztof Łoziński – który, w odróżnieniu ode mnie, nie był na tym wernisażu – uznał tę moją opowieść za wyssaną z brudnego kłamliwego palca. Samego Krzysztofa Łozińskiego nie znam (nigdy w życiu z nim nie rozmawiałem i nie wiem nawet, jak wygląda). Jednak będę się upierał, że nazywam się Stanisław Remuszko, widziałem co widziałem, i nie jestem psychicznie chory.
Odnosząc się na forum SWS do tej przykrej i niepojętej sprawy, powiadomiłem Czytelników, że: w miarę wolnego czasu zbieram materiały. Piszę listy. Telefonuję. Spotykam się. Rozmawiam. Grzebię w archiwach. Przeprowadzam kwerendę. O szczegółach poinformuję. Otóż inwestygacyjną jasność mam już od paru tygodni, ale albo musiałem gdzieś wyjeżdżać, albo forum przez czas jakiś nie działało, a ostatnio wiele godzin zajmuje mi staranne przygotowanie roweru do tegorocznego sezonu.
Dziś wreszcie zebrałem się, lecz zanim przedstawię ustalenia – nasamprzód alfabetyczna lista rozmaitych wybitnych osób (telewizyjnych, fotograficznych, artystycznych, żurnalistycznych, historycznych, literackich, renesansowych etc.), z którymi miałem przyjemność rozmawiać podczas tego klasycznego dziennikarskiego śledztwa: Jarosław Abramow-Newerly, Joanna Aderek, Janusz Atlas, Elżbieta Bielawska, Julian Bohdanowicz, Jerzy Brukwicki, Erazm Ciołek, Andrzej Dudziński, Witold Filler, Janusz Głowacki, Magdalena Gromadzka, Marek Kassa, Michał Komar, Andrzej Krauze, Jadwiga Mateńko-Kwapich, Andrzej Mleczko, Chris Niedenthal, Andrzej Paczkowski, Maciej Pietrzyk, Andrzej Rybczyński, Jarosław Stachowicz, Izabela Szaflarska, Janusz Ściskalski, Jarosław Szczepański, Stanisław Taczanowski, Stefan Truszczyński i Magdalena Walter; mam nadzieję, że nikogo nie pominąłem.
Najzwięźlej: inkryminowanej sceny nie udało się odnaleźć ani w telewizyjnych archiwach, ani na nieruchomym zdjęciu. Zachowała się wprawdzie wernisażowa dokumentacja CAF, i jest tam nawet Jerzy Urban, ale kadrów z Michnikiem brak (Erazm Ciołek zauważa w tym miejscu, że jeśli scena była zaaranżowana przez jej bohaterów specjalnie pod kamerę, to trwała tylko kilka-kilkanaście sekund).
Pozostają relacje świadków. Że opisana przeze mnie sytuacja miała miejsce, potwierdzili jednoznacznie (choć z mniejszą lub większą wyrazistością) Janusz Atlas, Witold Filler i Andrzej Mleczko. Prawdziwą radość sprawił mi jednak dopiero Janusz Ściskalski, który, obejrzawszy fotografię http://www.remuszko.pl/zagadka/ wykrzyknął - Ach, to był ten wernisaż, na którym doszło do pamiętnego spotkania Michnika z Urbanem! Nie wierzyłem własnym uszom. - Jakiego spotkania? – spytałem spokojnie. - No wie pan? Gdy zobaczyłem to zdjęcie, to przede wszystkim skojarzyło mi się tamto wydarzenie. Notowałem, starając się nie zgubić ani słowa. - Ale co konkretnie? – próbowałem uściślić. – - Jak to, co? Urban był wtedy rzecznikiem rządu, a Michnik wiadomo. No i przy ludziach był niedźwiedź, były buziaczki, to wówczas miało bardzo ważne znaczenie…
Z panem magistrem inżynierem Januszem Ściskalskim rozmawiałem wprawdzie pierwszy raz w życiu, ale przypuszczam, że można mu ufać bez zastrzeżeń, skoro sam z siebie, bez żadnych naprowadzeń, opowiedział powyższą historyjkę. Na fotografii stoi samotnie pod ścianą wpatrzony w jeden z rysunków (za plecami łysawego pana w okularach – ponoć Bogusława Płazy; ja też tam się odnalazłem w mojej rudej kowbojskiej kamizelce, ale to nieznaczący detal). W grudniu 1981 roku Janusz Ściskalski był szefem komisji kultury Regionu Mazowsze NSZZ „Solidarność”. W wolnej Polsce został dyrektorem „Ursusa”. Do dziś jest przyjacielem Zbigniewa Bujaka. - Czy mogę upublicznić pana relację? - upewniłem się na zakończenie. - Jasne, przecież to prawda…
I to już koniec mojej opowieści. Dziękuję za pomoc wszystkim miłym Paniom i Panom, których poznałem przy okazji tych wielodniowych tropicielskich zabiegów, prowadzonych od Ursynowa przez Kraków i Londyn po Toronto. Cieszę się z kilku odnowionych starych znajomości. Życzliwych Czytelników, którzy dobrnęli do tego miejsca, pozdrawiam serdecznie i z respektem
Stanisław Remuszko
P.S. Przyczyny postępowania Krzysztofa Łozińskiego na forum SWS ujawnią się zapewne w trakcie procesu przed warszawskim sądem rejonowym, gdzie 13 marca 2006 został złożony pozew o ochronę dóbr osobistych. Nie omieszkam zdać sprawozdania. Przypominam ważniejsze zarzuty Łozińskiego: Remuszko systematycznie szkaluje historię i ludzi, Remuszko pomawia innych ludzi o różne paskudne rzeczy, Złapałem Remuszkę na kłamstwie, Remuszko zmyślił wszystko na poczekaniu, Remuszko w ewidentny sposób zmyślił historyjkę ze szczegółami

http://www.remuszko.pl/szukam/

Gdyby ktoś w tej sprawie chciał mi coś rzec, uprzejmie zapraszam do telefonu:

+22-641-7190 lub do mejla remuszko@gmail.com

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , | Komentarze są wyłączone