Bristol :-)

Pod blogowym tytułem „Ryszkiewicz zDołowany i zPressowany” ukazał się w tym miejscu taki mój wpis [czytać do (pierwszych) gwiazdek]:
„Jako człowiek dobrze poinformowany, a przynajmniej naczytany (“Gazeta Wyborcza” z 27 września 2011, miesięcznik “Press” z listopada 2011; nadto wyjaśnienia zamieszczone na internetowej stronie Polskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Naukowych przez jego szefową panią Marzennę Nowakowską pod http://www.naukowi.pl/?p=1735) – pragnę wyrazić swoja suwerenną opinię ręcisty-pismaka z prawie czterdziestoletnim stażem. Oto ona (ta opinia):
Moim zdaniem, pani Patrycja Dołowy miała święte dziennikarskie prawo opublikować efekty swojej pracy z nagraniem/tekstem/Ryszkiewiczem oraz wziąć za to normalną wierszówkę. Lecz, z uwagi na didaskalia, raczej nie miała moralnobyczajowego prawa tego wywiadu/rozmowy/tekstu posyłać na konkurs, a jeśli już w prawie się poczuła i jeszcze dostała nagrodę – powinna nią podzielić się ze swym Dobrodziejem w prywatnych proporcjach rozumowo-sumiennych.”
*   *   *
Dziś, dwa tygodnie później (22.02.2012) – po starannym wysłuchaniu prawie godzinnego oryginalnego nagrania rozmowy Wywiadowczyni z Wywiadowanym i porównaniu usłyszanego z opublikowanym tekstem – pragnę przeprosić Panią Redaktor oraz P.T. Czytelników za OSTATNIE ZDANIE powyższej oceny – pochopne i niesprawiedliwe. Zaufałem opiniom bez ich weryfikacji, na wyrost. Amicus Plato, sed magis amica – veritas. Dawieriaj, no prawieriaj! Sorry, Winnetou…
Wziąwszy pod uwagę pracę i talent pani Patrycji Dołowy włożone w melioracyjną obróbkę wypowiedzi dra Marcina Ryszkiewicza – a też ani trochę nie ujmując tym ciekawym wypowiedziom ich oczywistych walorów fachowych, językowych i popularyzatorskich! – sądzę, że Pani Wywiadowczyni miała nie tylko dziennikarskie, lecz także moralnobyczajowe prawo posłać wywiad na konkurs i odebrać nagrodę, i to bez konieczności dzielenia się nią z Panem Wywiadowanym*.
skruszony Stanisław Remuszko
_______________________
*Choć ja bym Go zaprosił na obiad do Bristolu 🙂

*     *     *

Ursynów, 13 marca 2012 AD
(po tygodniowej mejlowej korespondencji „na temat”, która wywiązała się dość niespodziewanie)
Marcinie Kochany,
W ten sposób oto nasze rozważania zatoczyły pełne koło. Znajdujemy się dokładnie w tym samym punkcie, w którym znajdowaliśmy, gdy pierwszy raz o tym mi opowiedziałeś jesienią zeszłego roku. Przypomnę zatem swój punkt widzenia – ówczesny i obecny:
1. Wszystko, ale to absolutnie wszystko zależy od UMOWY, na podstawie której obie strony współpracują nad stworzeniem i ogłoszeniem publikacji.
W takiej umowie może być wiele ważnych ustaleń, ale dwa z nich wyróżniają się formalnie:
A. Publikacja ma być wywiadem.
B. Publikacja ma być artykułem.
2. Teoretycznie może się zdarzyć (choć na mój rozum nie powinno; w każdym razie ze mną na Twoim miejscu byłoby to niemożliwe), że we wstępnej umowie akurat ta fundamentalna kwestia NIE została rozstrzygnięta.  Wówczas tego rozstrzygnięcia (a zwłaszcza jego skutków) można dochodzić polubownie, a jeśli ljubow’ nie zaradzi – przed sądem powszechnym.
3.
Ad A. Uważam, że wywiadowanemu – jeśli nawet byłby Geniuszem, który odkrył przed wywiadowcą nieznane dotąd Tajemnice Bytu oraz poubierał je w Słowa-Klejnoty – nie przysługują z tytułu tych bezcennych wypowiedzi absolutnie żadne wymierne profity (prócz nieśmiertelnej chwały, rzecz jasna).
Ad B. Uważam, że autorowi  – nawet tępemu – przysługuje (od redakcji i świata) pełnia praw autorskich, ochrona własności intelektualnej oraz wszelkie beneficje prawno-finansowe, redakcyjnemu zaś pomagierowi nie należy się od autora nic (prócz dozgonnej wdzięczności, rzecz jasna); czy i jak redakcja wynagrodzi pomagierowi jego harówkę, jest już suwerenną sprawą redakcji i owego pomagiera.
4. Problem – natury moralnej – powstaje w sytuacji będącej złączeniem punktu „2” oraz Konkursu i Nagrody. Jako pismak z czterdziestoletnim stażem, uważałem pół roku temu i nadal uważam, wczuwając się w rolę wywiadowcy, że nieładnie (brzydko) byłoby starać się o Nagrodę, jeśli wkład mojej PRACY OBRÓBCZEJ w Dzieło Kandydujące był bardzo mniejszościowy (na oko 20% lub mniej). Ze względu na wagę tego kryterium, podkreślę z naciskiem: w tej kwestii unikatowa wartość Precjozów nie liczy się wcale; liczą się tylko Wysiłek i Talenty Jubilerskie.
5. Jeśli zatem w otchłani swej duszy sądzisz z przekonaniem, że udział wywiadowcy w przełożeniu nagranego (znam) na wydrukowane (znam) był mniejszy niż jedna piąta (ale nie upieram się przy tej wielkości) – wtedy, według mnie, jesteś w moralnym prawie czuć o to żal do pani PD (oraz do pani MN i do jury za odrzucenie Twych zastrzeżeń). Gdybyś wszelako chciał te swoje pretensje wyrażać publicznie, wtedy powinieneś mieć – na ich poparcie – niezbite dowody, i pokazać je wraz z zarzutami.
6. Magnetofonowy zapis rozmowy bardzo (eufemizm) różni się od jej wydrukowanej treści. Zakładam, że ów końcowy efekt powstał za sprawą dwojga ludzi: Wywiadowczyni i Wywiadowanego. Jaki udział w tych pracach miała jedna strona, a jaki druga? Sęk w tym, że ja tych proporcji nie znam i żadną miarą znać nie mogę!  Co gorsza, nawet Ty i pani PD możecie istotnie i szczerze różnić się w ich matematyczno-sumiennej ocenie.  A skoro tak, to jasno widzę (jasnowidzę!) teraz to, co dostrzec powinienem na początku: nie posiadając śledczej prokuratorskiej konkretnej wiedzy na temat konkretnego stanu rzeczy, nie powinienem konkretnych ludzkich postaw oceniać w ogóle! Tym bardziej, że – zwłaszcza przy takim charakterze, takiej strukturze i takim zaawansowaniu sporu – słowa honoru jednej strony nie wolno mi przedkładać nad słowo honoru drugiej strony, i na odwrót. Decydować powinna wyłącznie logika i twarde (obiektywne, mierzalne) dowody – a z braku takowych powinienem publicznie milczeć. 
7.
To wytłuszczone jest, zdaje się, jedyną nauką (dla mnie), jaka płynie z tych dywagacji.
Staszek
P.S. Skoro wyżej cytowane nieuprawnione opinie w tym miejscu wygłosiłem, to przecież nie mogę ich teraz wytrzeć gumką ani zmienić (opis przeszłości „aktualizował się” tylko u pana Orwella). Skoro jednak zarazem sprawiłem Ci przyjacielską przykrość – serdecznie Cię przepraszam i solennie obiecuję poprawę : -)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.