Źle się dzieje

Od dwakroć młodszego od siebie czytelnika z Małopolski dostałem poruszający list. Spytałem Autora o zgodę i, zmieniwszy personalia, chcę ten list zacytować w całości:

Szanowny Panie Stanisławie,
(…) Słowa te piszę w ogromnym smutku po przegranej Polski w wyborach prezydenckich.
Kompletnie nie rozumiem postawy większości głosujących rodaków, jednak to nie boli tak bardzo, jak ślepota najbliższej rodziny. Przed wyborami przygotowałem swoiste kompendium wiedzy na temat realiów naszej demokracji „medialnej”, a także sporo o niewyjaśnionej katastrofie samolotu pod Smoleńskiem. Całość opatrzyłem własnym komentarzem i rozesłałem.
Nie przyszło mi do głowy, że, wskutek tych moich działań, niektórzy członkowie rodziny (zwłaszcza czytelnicy „Gazety Wyborczej”) nagle zobaczą we mnie wroga… A przecież ja szczerze poprosiłem każdego o podejście poznawcze, a nie negujące z góry. Stałem się dla nich kimś w rodzaju czarownicy, którą można tylko spalić na stosie. Przykro mi, ale niczego nie żałuję i wciąż wierzę, że uda mi się własną rodzinę zachęcić do czytania i myślenia, mimo że dziś, z powodu emocji, jest to trudne.
Mimo fali dosłownych oskarżeń o „chorobę psychiczną”, jeszcze przed drugą turą wyborów prezydenckich wykupiłem z kilku kiosków wszystkie egzemplarze „Gazety Polskiej” (wydanie specjalne o katastrofie smoleńskiej) i znowu puściłem przesyłki. Nie miałem już nic do stracenia, chciałem zachęcić do rozważań, czy obecny rząd aby nas nie zawiódł. Począwszy od poranka 10 kwietnia, codziennie cierpiałem w duszy myśląc o śmierci tych ludzi. Przeglądałem różne źródła; skąd taki chaos informacyjny? Codziennie po pracy ten temat spędzał mi sen z powiek. Spałem niewiele.
Przyznam Panu, że boję się, co teraz z nami będzie. Chciałbym coś robić, działać, pomagać (…)
Marcin Tarnowski
P.S. Mam niewiele ponad trzydzieści lat i w niewielkiej miejscowości prowadzę własną dobrze prosperującą firmę. Czyli, zgodnie z medialną papką, powinienem być wyborcą PO i Komorowskiego („młodzi, dobrze wykształceni i zarabiający, z dużych miast”) – a tu taka niespodzianka… Jeżeli ktoś obserwuje i wyciąga wnioski to nie będzie po tej stronie. Mój przyjaciel mówi do mnie „Ty moherze” 😉

Marcin Tarnowski

Czytelnicy mojego bloga wiedzą, że moje merytoryczne poglądy są raczej odmienne od poglądów mocno i szczerze przejętego pana Marcina. Dlaczego zatem przytaczam ten list? Ano dlatego, że jasno pokazuje on głębokość naszych obecnych podziałów politycznych, które biegną już nie tylko w poprzek środowisk i lokalnych społeczności, lecz prowadzą wręcz do waśni rodzinnych (a nawet małżeńskich)! Coś takiego widziałem i przeżywałem tylko za czasów tzw. pierwszej „Solidarności”, w latach 1980-1981. Jako obywatel jestem tym przerażony, bo przecież możemy się ideowo różnić, lecz NA PEWNO żyjemy w niepodległej i demokratycznej Polsce, NA PEWNO należymy do NATO i Unii Europejskiej, wiek zaś od dziesięciu lat NA PEWNO mamy dwudziesty pierwszy!
Będę do tych złych zjawisk i procesów priorytetowo wracał. Już niebawem.
Stanisław Remuszko

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.