8 maja 2012 albo nieimieniny

Dziś będzie lekko, łatwo i przyjemnie – bo o nieimieninach i maturze.
8 maja jak co roku przypadało Stanisława, lecz nie mojego świętego młodzieniaszka, tylko podejrzanego biskupa (patrz: http://www.remuszko.pl/blog.php/?p=1000), ale wśród druhów pamięć też czasami już nie ta, więc gdy tylko po powrocie do domu włączyłem telefon wyłączony na czas seminarium* – zaraz rozległo się kilka pisków, które informowały: „masz wiadomość”. Odsłuchuję – i dzwoni Anielica, że właśnie zobaczyła w parku opartego o płot mężczyznę, który głośno bełkotał do komórki, że zaliczył już szterech (a może czech?) Stanisławuf, i chce natychmiast do domu… Więc od razu mi się skojarzyłeś, Staszku, i wszystkiego najlepszego ode mnie, od Marka i od dzieci… Dzięki za skojarzenia, Krysiu Kochana! Odsłuchuję dalej – i dzwoni sam przewielebny ksiądz prałat Jan Sikorski (ten, ten, wpisz do gugli!), mój ksiądz prefekt z lat młodzieńczych, kiedy jeszcze herezje i apostazje ani mi były w głowie, i bardzo dobrze życzy od siebie oraz od samego Pana Boga. To się nazywa prawdziwie chrześcijańska miłość i wyrozumiałość dla grzesznika! Jako trzeci, dzwonią przemili i zupełnie wyjątkowi starsi państwo (najlepsi w Europie znawcy rynku leków!) Danuta i Tadeusz Szubowie – z życzeniami, abym broń Boże się nie zmieniał! Łatwo powiedzieć…  A potem jeszcze dzwonią dwie osoby, tylko mi się nieopatrznie skasowało, no i na koniec słyszę głos niezwykłej Ewy Grodzickiej, ćwierćwiecznej Pani na „Gawrze” (Wykno), która rzecze tak:
Witaj Staszku, fajny chłopie
Niech Ci życie nie dokopie!
Niech Ci zdrowie dopisuje!
Niech Ci miłość wciąż smakuje!
I kto wie, czy nie są to najpiękniejsze życzenia, jakie kiedykolwiek dostałem?
A potem obudziłem się koło drugiej w nocy, machinalnie odpaliłem kompa, w zaspane oko wpadła mi wieść o maturze z matmy (http://matura.onet.pl/1660337,artykul.html), więc kliknąłem, i w parę minut przeleciałem wszystkie 34 zadania (przeznaczono na nie prawie trzy godziny), i odniosłem wrażenie, że wiem jak rozwiązać trzydzieści, a nie wiem jak cztery, więc z rozpaczy** wziąłem długopis i w pięć minut (bo się pomyliłem w rachunkach) rozwiązałem najdroższe zadanie nr 34 za pięć punktów, które brzmiało:
Zadanie 34. (5 pkt)
Miasto A i miasto B łączy linia kolejowa długości 210 km. Średnia prędkość pociągu pospiesznego na tej trasie jest o 24 km/h większa od średniej prędkości pociągu osobowego.Pociąg pospieszny pokonuje tę trasę o 1 godzinę krócej niż pociąg osobowy. Oblicz czas pokonania tej drogi przez pociąg pospieszny.
Dwa liniowe równania z dwiema niewiadomymi, z czego wychodzi banalne równanie kwadratowe takie: v^2 – 24v – 5040 = 0, które ma jeden fizyczny pierwiastek, czyli że pospieszny jedzie 2,5 h.
Stanisław Kostka (13 listopada)
————————————
*Gdy znajdę jeszcze wolną chwilę, to napiszę o innych dwóch wydarzeniach osobisto-astronomicznych, które nastąpiły w ów pamiętny wtorek 8 maja 2012 roku w Warszawie. Mam kolorowe zdjęcia…
**Na mój rozum, wprost tragicznie spadł poziom nauczania matmy (bez której życia dobrze przejść się nie da). W porównaniu z moją maturą sprzed prawie pół wieku (30 maja 1965, trzy zadania, chyba dwie godziny), cytowany test pasuje mi na koniec gimnazjum, nie na koniec liceum…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.