Afera Michnika-Rywina

Myślałem, że o Agorze i Michniku długo nie będę pisał, lecz ich organ – „Gazeta Wyborcza” (dla mnie najciekawszy dziennik na polskim rynku) – odpocząć nie daje. Jak wiadomo, po przejściu rzeczywistej szefowej „GW” Heleny Łuczywo na emeryturę, pismem de facto kieruje grono trzech wiceMichników, i właśnie najważniejszy z nich, Jarosław Kurski ogłosił czołówkowo swą dezaprobatę oraz dyzgust z powodu coraz powszechniejszego naśladowania ukrytych fonoskopijnych działań Adama Michnika z jego sławnej rozmowy z Lwem Rywinem przed dziesięciu laty. – Niestety! – ubolewa Jarosław Kurski. – Od tamtego czasu metoda „taśmowa” rozlała się jak Polska długa i szeroka, i jest dziś przejawem splugawienia życia publicznego. Dlaczego Michnik był cacy, a jego „techniczni epigoni” – be? Ano dlatego, że – cytuję co do kropki – Fatalnym naśladowcom nie chodzi już o udowodnienie przestępstwa, ale o to, by „mieć trzymanie” na politycznego rywala…
Z panem nadredaktorem Jarosławem Kurskim zapewne dość zasadniczo różnimy się wieloma ważnymi poglądami, lecz do tej pory sądziłem, że instynkt samozachowawczy mamy mniej więcej taki sam jak pozostałe siedem miliardów ludzi. Okazuje sie, że nie. Ja, gdybym miał na współsumieniu aferę Michnika-Rywina, raczej bym o niej publicznie już nie przypominał. Pan nadredaktor odwrotnie, i to kojarzy mi się bezpośrednio z krótkim fragmentem tekstu zamieszczonego w trzecim wydaniu (2006) książki „Gazeta Wyborcza. Początki i okolice” na stronie 332: – Mówi się, że kiedy Pan  Bóg chce kogoś ukarać, to mu rozum odbiera, i przypuszczam, że tak było w przypadku Adama  Michnika, któremu u szczytu potęgi, w grudniu 2002, nawet przez myśl nie przeszło, że afera Michnika-Rywina dramatycznie osłabi imperium Agory i zmiecie rządy postkomunistów. Tymczasem cała Polska poznała przerażającą prawdę o układach władzy. Cała Polska dowiedziała się, jak człowiek nazywany wiceprezydentem zmienia od jednego telefonu porządek obrad Rady Ministrów. Cała Polska zobaczyła i usłyszała, jak ten sam człowiek wypomina sądowi na procesie: „Sąd jest wobec mnie nielojalny!” [Żona uważa, że nie chodzi tu o karę boską, lecz o szatańską pychę prowadzącą do utraty kontaktu z rzeczywistością]
Powyższe może i starczyłoby za komentarz, lecz nie dla ludzi młodszych i młodych, którzy nie wiedzą lub nie pamiętają, że Adam Michnik nie przekazał inkryminowanego nagrania prokuraturze nazajutrz po jego dokonaniu, lecz zwlekał z jego ujawnieniem bodaj pół roku, tłumacząc potem przed sejmową komisją nadwyczajną, iż tę nadzwyczjną powściagliwość dyktowało mu dobro wszczętego natychmiast „dziennikarskiego śledztwa”. Jedynym wszakże dowodem na to śledztwo pozostaje do dziś solenne zapewnienie Nagrywającego, w które – jeśli wierzyć badaniom opinii publicznej (wpisz w gugle) – do dziś nie wierzy nikt prócz Michnikowych akolitów. Najnowsze elukubracje tych ostatnich (oraz opinie przeciwne) można przeczytać pod tekstem pana redaktora Jarosława Kurskiego: http://wyborcza.pl/1,75968,12167765,Polska_pasja_nagrywania.html
Ludzi rozumnych i dobrych pozdrawiam serdecznie i z respektem 🙂
Stanisław Remuszko

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.