Amber Gold II

Najpierw blogowy autocytat:
…Mówię ze śmiertelną powagą: albo pan Marcin Plichta i jego Amber Gold są de iure O’K – albo nie są. Jeśli są O’K – mam nadzieję, że wyprocesują taką rekompensatę, która zachwieje potęgą robiących mu koło tyłka nierzetelnych dziennikarzy. Jeśli zaś nie są O’K – mam nadzieję, że MP dostanie przynajmniej 15 lat kicia, rzetelni zaś dziennikarze dobiorą się do tyłka prokuratorom, sędziom, ABW, CBA i GTW, którzy przez lata chronili ten gigantyczny przekręt. Tertium non datur, a przynajmniej ja takiego nie widzę…
Od napisania tych słów minęło zaledwie kilka dni, a wydarzyło się tak wiele, jakby upłynęło kilka miesięcy. W tej chwili agenci ABW przeprowadzają właśnie rewizję w domu i w biurach właścicieli Amber Gold, a w Kancelarii Premiera trwa posiedzenie Komitetu Stabilności Finansowej, który, jak podaje PAP, ma „zastanowić się, czy niektórzy ludzie lub instytucje mogły w sprawie Amber Gold zadziałać lepiej”. Co się natomiast tyczy mnie, Stanisława Remuszki, to dziś mogę niestety rzec jedno: myliłem się, albowiem tertium datur!
Gdy obywatel rezerwuje bilet na samolot, korzysta z usług powszechnej służby zdrowia, dzwoni na policję albo kupuje zwykłą zapiekankę – nie sprawdza lotniczego certyfikatu pilota, ani dyplomu lekarza, ani czy apteka jest legalna, ani czy policjant ma zezwolenie na broń, a sprzedawca zapiekanek posiada atest sanepidu. Dlaczego obywatel tego nie sprawdza? Dlatego, że ma zaufanie do swojego sprawnego demokratycznego państwa, które pewne rzeczy – takie prymarne życiowe minimum – gwarantuje mu z mocy Konstytucji oraz zdrowego rozsądku. Przypomnę, że praworządny obywatel płaci podatki – po to właśnie między innymi, by odpowiednie służby, urzędy oraz instytucje państwowe sprawdzały za niego certyfikaty, dyplomy, rejestry, zezwolenia i atesty „codziennego obywatelskiego użytku”.
Oczywiście w Polsce – jak w każdym demokratycznym i praworządnym państwie – istnieją przestępstwa i przestępcy, których z kolei (też się zdarza, choć teoretycznie nie powinno) chronią niemoralni i skorumpowani funkcjonariusze i urzędnicy. Dlatego kilka dni temu sądziłem, że jeśli – powtarzam: jeśli! – Amber Gold okaże się jednym wielkim sprytnym przekrętem, dziennikarze dobiorą się do tyłka konkretnym prokuratorom, sędziom, policjantom i urzędnikom, bez których przestępczej ochrony trzyletnia działalność rewidowanej dziś firmy byłaby absolutnie niemożliwa. Jednak z informacji, które dosłownie w ostatnich dniach ukazały się w mediach, zdaje się wynikać coś gorszego: właściciel Amber Gold nie tylko działał wbrew prawu, lecz i nawaliło samo prawo! Nie ma kontrolnych procedur, brak werefikacyjnych przepisów, reguły są niejednoznaczne, sąd może, ale nie musi, prokurator nie jest zobowiązany, itp., itd.
Co to naprawdę znaczy? To znaczy – na mój obywatelski rozum – że w sporym i ważnym elementarnym fragmencie moje państwo nie działa!
Bardzom ciekaw, co dziś uradzą ważni politycy w kancelarii pana Tuska, i mam tu tylko jedno pytanie: czy ustawowo powołany do życia w 2008 roku Komitet Stabilności Finansowej (wpisz w gugle), który obraduje regularnie, chociaż jeden jedyny raz zajął się sprawą spółki Amber Gold, która powstała w roku 2009?
Stanisław Remuszko

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.