Przemysław Gintrowski (1)

Wczoraj, a może dziś zmarł Przemysław Gintrowski. Wszyscy ludzie umierają, lecz ta śmierć poruszyła mnie szczególnie.
Po pierwsze dlatego, że na jego piosenkach poniekąd wychowałem się w tzw. latach stanu wojennego. Słuchaliśmy ich z żoną i przyjaciółmi (zwłaszcza drugoobiegowa kaseta „Pamiątki”) tyle razy, że wdrukowały się w mój mózg i dziś, po trzydziestu latach, bezbłędnie odróżniłbym w środku nocy ten niezwykły głos i to niezwykłe wykonanie od najdoskonalszego nawet cyfrowego koweru.
Po drugie dlatego, że Przemysław Gintrowski miał 61 lat (był o trzy lata młodszy ode mnie), i z głębokim poruszeniem odnotowuję, iż w dosłownie w ostatnich miesiącach jest to kolejne odejście znanej mi (mniej lub bardziej osobiście) ważnej osoby zaledwie sześćdziesięcioletniej, podczas gdy statystyki dają dziś Polakom średnio 77 lat, Polkom zaś ponad 80.
No i po trzecie, tydzień przed katastrofą smoleńską pan Przemysław zadzwonił do mnie i spytał, czy mógłby kupić moją książkę „Gazeta Wyborcza. Początki i okolice”. Tak zaszczycony, wpisałem wiecznym piórem własnoręczną dedykację (mniej więcej pierwszy akapit), wsiadłem na rower i pojechałem do jego domu, za Wilanowem.
Wtedy też zrobiłem to zdjęcie. Był 3 kwietnia 2010 roku, godzina 17:54:52.
Stanisław Remuszko

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.