Marzenie noworoczne

Dowiedziałem się właśnie, że – po znanych głośnych zawirowaniach – nowym szefem dziennika „Rzeczpospolita” został pan redaktor Bogdan Chrabota. To dla mnie podwójnie dobra wiadomość: prywatnie i obywatelsko.
Prywatnie dlatego, że Bogdana Chrabotę prywatnie znam od lat i mam do niego zwykłe ludzkie zaufanie. Obywatelsko dlatego, że przypuszczam, iż ze swoim charakterem i umiejętnościami jest on dziś jedynym w Polsce człowiekiem mediów, który potrafi przywrócić „Rzepę” do świetności z czasów ś. p. Darka Fikusa (pierwsza połowa lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia).
Jaki jest obecnie rynek dzienników, tygodników i miesięczników – widzi każdy, kto zajrzy do kiosku „Ruchu” czy innego „Kolportera”, albo odwiedzi stoisko prasowe w supermarkecie, Jako pismak z czterdziestoletnim stażem, dostrzegam tam przede wszystkim merytoryczne bogactwo opinii, które mnie, urodzonego zwolennika pluralizmu, cieszy najbardziej. Mam tu mam na myśli medialny pluralizm materialny (rym!), wyrażający się mnogością gazet, portali, radyj i stacji telewizyjnych o bardzo różnej orientacji, zasięgu i liczbie odbiorców. Bez takiego pluralizmu nie ma wolności słowa, a wolność słowa gra w każdej nowoczesnej demokracji rolę zupełnie szczególną: jest praktycznym i skutecznym gwarantem wszystkich innych naszych swobód i praw.
Oczywiście mam swoje prasowe preferencje i wprostprzeciwnie. Odnośnie do wspomnianego pluralizmu, raduję się na przykład, że moja ukochana „Gazeta Wyborcza” ostatnio robi bokami (giełdowymi) – ale też zmartwiłby mnie jej kompletny upadek. Na tle istnienia koncernu Agora, a także na tle istnienia „Przeglądu”, „Newsweeka” czy „Polityki” cieszy mnie istnienie „Naszego Dziennika”, „Gazety Polskiej”, „Nowego Państwa” i ich krewnych, a także tygodników „Uważam Rze”, nowego tygodnika „wSieci” czy przyszłego „Tygodnika Lisickiego”. Towarzyszą im liczne portale – signum temporis naszego XXI internetowego stulecia. Tak trzymać!
Od zawsze uważałem, że jedne gazety powinny być prawicowe, inne zaś lewicowe, i to w pełnym wachlarzu tych pojęć, od skrajności do umiarkowania. Z ważnym wszakże wyjątkiem: publicznego radia, publicznej telewizji, publicznej agencji prasowej i – last but not leastpublicznej gazety. W tym świetle marzy mi się „Rzeczpospolita” dziennikarsko niegdysiejsza, a może nawet starożytna, co dla weterana oznacza wierność trzem prymarnym zasadom: informować o wszystkim (brak tematów tabu), oddzielać wieści od komentarza, udzielać głosu innym. Tego życzę patryjotycznie na przyszły 2013 rok – i sobie, i nowemu nadredaktorowi „Rzepy” : -)

Stanisław Remuszko

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.