Komisar

Pięćset lat temu żył gość, na którym potem wzorowali się harcerze (na słowie harcerza polegaj jak na Zawiszy). Wychowany w etosie rycersko-harcerskim, tydzień temu skończyłem 65 lat, i z tej wiekowej perspektywy jeszcze bardziej doceniam SŁOWNOŚĆ jako bodaj najważniejszą wartość w kontaktach międzyludzkich – i w miłości, i w przyjaźni, i w biznesie. Na starość wolałbym tego nie zmieniać.
Z postępowej “Gazety Wyborczej” co pewien czas dowiadujemy się o mazurskim więzieniu, w którym rzekomo torturowano Arabów podejrzanych o terroryzm. Dowodów – nie tylko na tortury, ale i na sam fakt pobytu tych Arabów w Polsce – jak nie było tak nie ma, ale raz na parę miesięcy temat wraca czołówkowo i uporczywie. Więzienie mieściło się – jak dziś donoszą zgodnie dziennikarze śledczy “Gazety” i “New York Timesa” – w piwnicach budynku “C” naszego supertajnego ośrodka wywiadu w Starych Kiejkutach (wpisz w gugle); oficerowie CIA perfidnie męczyli tam aż sześciu Allachowi ducha winnych ludzi.
Że to wszystko od początku do końca nieprawda? Tak z kolei twierdzą zgodnie polskie najwyższe władze – z trzema premierami i trzema prezydentami ostatnich dziesięciu lat. – Nie mamy nic do ukrycia i chętnie zgadzamy się na osąd międzynarodowy, wszakże pod warunkiem zachowania ścisłej dyskrecji, ponieważ sprawa jest wyjątkowo delikatna, dotyczy tajemnic wojskowych, racji stanu, agentury, operacji przeciw Al-Kaidzie, współpracy sojuszniczej itp., itd. – jasno stawiali sprawę szefowie MON, MSZ i MSW. I taką solenną obietnicę – zachowania przekazywanych dokumentów i innych danych w absolutnym sekrecie – od Trybunału Strasburskiego dostali.
Co wspólnego ma z tym przywołana na wstępie SŁOWNOŚĆ? Ano to, że Strasburg wczoraj (04.02.13) nieoczekiwanie zmienił zdanie i oznajmił, iż słowa danego Polsce przed kilkoma laty nie dotrzyma: w imię politycznie poprawnej TRANSPARENTNOŚCI, ujawni wszystkie najbardziej poufne i wrażliwe dokumenty swojego strasburskiego śledztwa – daty, personalia, liczby, fakty, miejsca zdarzeń i inne szczegóły…
Za moich młodych lat nazywało się to “zdradą”, “komisarem” (jednostronna zmiana reguł gry w trakcie gry) albo “numerem na raz”, a łamiący obietnicę złamas był automatycznie wykluczany z towarzystwa i nie podawało mu się ręki. Jak nie podać ręki Trybunałowi Strasburskiemu?
Dobre choć to, że politycy z prawej, z lewej i ze środka z rzadką zgodnością ogłosili, że w tej sytuacji dalszej współpracy Polski ze Strasburgiem raczej nie będzie.
Ludzi słownych pozdrawiam serdecznie i z respektem : -)
Stanisław Remuszko

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.