Powrót „Trybuny”

Gdy się urodziłem, w kioskach pojawiła się “Trybuna Ludu” i tak zostało na następne czterdzieści lat. Po 1989 roku czas jakiś ukazywała się “Trybuna” (bez ludu), od kilku dni zaś wychodzi “Dziennik Trybuna”. Politycznej młodzieży (dzisiejsi dwudziesto- i trzydziestolatkowie) należy wyjaśnić, iż w czasach PRL była to gazeta władzy (organ PZPR – wpisz w gugle), po Okrągłym Stole zaś organ tego, co z PZPR zostało. Niespełna cztery lata temu “Trybuna” upadła (nie jak kobieta, tylko finansowo), teraz zaś odrodziła się. Już nie w postaci organu czy innego narządu, lecz jako – cytuję wstępniak naczelnego Roberta Walenciaka – próba przełamania chorej sytuacji, gdy jedna czwarta Polaków pozostaje zakneblowana.
Tym samym szef “Trybuny” nowej zaczyna w stylu “Trybuny” starej, czyli w żywe oczy głosi słynną trzecią góralską prawdę księdza Tischnera, tzw. g-prawdę. Ćwierć narodu pozbawiono głosu??? Milionom Polek i Polaków zatkano gębę??? Panie! O medialnym nadwiślańskim pluralizmie pisałem szczegółowo i z patriotyczną radością niespełna trzy miesiące temu: http://www.remuszko.pl/blog.php/?p=2628 . Owszem, natura ciągnie wilka do lasu, i zapewne redaktorowi Walenciakowi marzy się zdrowa sytuacja, gdy “Trybuna Ludu” nie miała konkurencji prócz “Żołnierza Wolności” (okres stanu wojennego). To jednak szczęśliwie se ne vrati, i dziś rynkowe powodzenie zależy tylko od liczby nabywców, liczba nabywców zaś tylko od zamieszczanych treści.
Optymistycznie zakładając, że zapotrzebowanie na lekturę treści lewicowych (lewackich, lewicujących, lewych – niepotrzebne skreślić) odpowiada liczbie wyborców SLD i Palikota razem wziętych (11% wedle ostatnich sondaży), “Dziennik Trybuna” mógłby liczyć – no to policzmy! – na 11 procent od 29 milionów dorosłych obywateli, czyli mniej więcej na trzy miliony egzemplarzy sprzedawanych dzień w dzień. Nawet pamiętając, że słowo drukowane czytuje (i to nieregularnie) tylko co dziesiąty Lechita – pozostawałoby do łatwego codziennego sprzedania imponujące trzysta tysięcy “Trybun”. Dlaczego zatem rozchodzi się, jak mówią na mieście, tylko nakład dziesięć razy mniejszy? Czyżby z głodowej emerytury zasłużonych towarzyszy (tawariszcziej, Kameraden, soudruhów)  nie dawało się wysupłać marnego półtora złotego dziennie?
Jako człek stary i doświadczony (ciężko), życzę politycznej lewiźnie wyrazistych strategicznych porażek. Jednak papierowej gazecie pod tytułem “Dziennik Trybuna” nie życzę źle. Niech walczy o swoje. Niech zabiega o zwolenników. Uważam, że każda potwora winna mieć swego amatora i na odwrót – co się wykłada, że zdrowie społeczne jest zdrowsze, gdy wszyscy obywatele mają swój własny kawałek podłogi i mogą na nim robić to, co im się żywnie podoba. Pluralizmu nigdy za wiele, zwłaszcza gdy kosztuje złoty pięćdziesiąt.

Stanisław Remuszko

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.