Wykno

remuszko@gmail.com 
_____________
*Jak znajdę w rodzinnym archiwum, to pokażę nigdzie dotychczas nie publikowane foty stamtąd – m. in. osobistą daczę gen. Jaruzelskiego na Cyplu. Dziś z Wykna może dopłynąć tam każdy, komu nie straszne dwie godziny ostrego wiosłowania (motorówki zakazane – Omulew to strefa ciszy). 

Gdybym miał marne pół bańki, to bym o tym nie pisał, bo sam bym kupił. Na mój gust – superokazja.
Dom i działka, o których mowa, należą do mojej starej serdecznej przyjaciółki Ewy (mam oczywiście na myśli wiek przyjaźni, bo to będzie już ponad trzydzieści lat). Oba zdjęcia mówią same za siebie (tak uważam), a nastrojowe wnętrza tego niezwykłego dworku i tak trzeba samemu zobaczyć; dlatego powiem tylko o okolicy.
To mała wioska Wykno (Wikno), z zaledwie kilkudziesięcioma mieszkańcami. Samochodem z centrum Warszawy spokojne (bezpieczne) trzy godziny, 169 km od Pałacu Kultury, naprzód szosą E-7 na Gdańsk, od Nidzicy kawałeczek na Szczytno, i jeszcze od Napiwody siedem kilometrów na Czarny Piec. Boczna droga od bocznej drogi od bocznej drogi – ale wszędzie równy asfalt. To jest sam środek Puszczy Napiwodzko-Ramuckiej, nad leśnym amebowatym jeziorem Omulew, po którego drugiej stronie mieści się tajny ośrodek MON w wyłącznej gestii min. Sikorskiego(!)*. Obok Wykna jest czarodziejski rezerwat Koniuszanka z żywymi bobrami i wydrami. Dęby – trzysto- i czterystoletnie. Sosny, jakich nigdzie indziej w życiu nie widziałem: ponad metr w pierśnicy oraz do nieba. Sto metrów od Ewy mieszka sławny leśniczy pan Władysław Dzięgała. Kawałek dalej – historyczny peerelowski generał. Do wiejskiego sklepiku jest metrów dwieście, a do małej stadniny metrów trzysta (konie do bryczki i pod wierzch). 
Wokół panuje na ogół cisza i bezruch. Ryby, grzyby, ptaki, dużo płowej zwierzyny. Mało, a nawet bardzo mało ludzi. Można przesieczkami iść parę godzin i nie spotkać żywej duszy. Wszystko z dala od ludzkich siedzib i miejskich świateł, więc nocą gwiazdy świecą jak latarnie, Księżyc zaś jak reflektor – chyba że leje. Nothing is perfect, ale nigdy nie leje chyba tylko na Saharze…
Proszę Państwa, ja nie mam udziałów w tym Ewim domu (ponad 100 metrów mieszkalnych na dwóch poziomach plus piwnica i poddasze), i trochę nawet dziwię się, że go sprzedaje – no, ale to już jej sprawy, jej prywatność i jej życie. Amatorom niegdysiejszych cudów z serca radzę: najlepiej samemu zajrzeć, dotknąć, pomacać, posmakować, połazić, zobaczyć, powąchać – i pospać do białego rana, a potem pójść na rydze.
Serdeczności : – ) 

 

Stanisław Remuszko

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.