Amber Gold X

Tymczasowe aresztowanie, ze względu na swój izolacyjny charakter jest dużo bardziej dotkliwe niż pobyt w więzieniu. Aresztowani nie mają, w przeciwieństwie do skazanych, prawa do rozmów telefonicznych i przepustek. Ich korespondencja jest cenzurowana przez organ śledczy, co powoduje niejednokrotnie wielotygodniowe opóźnienia poczty. Widzenia z najbliższymi uzależnione są od zgody prokuratora. W niektórych krajach (Norwegia, Szwecja) z tych powodów, po zapadnięciu wyroku sądowego, zalicza się okres tymczasowego aresztowania do ogólnego wymiaru kary pozbawienia wolności w proporcji 1:1,5 lub 1:2 (z Wikipedii).
Właśnie mija rok od wsadzenia do aresztu sprawcy afery AmberGold, czyli pana Marcina Plichty. Ten areszt nazywa się tymczasowy, lecz z paru względów od dawna przypomina – doszczętnie skompromitowany w czasach PRL – klasyczny areszt wydobywczy. Do haseł Wikipedii dotyczących historii czy polityki można niekiedy mieć zastrzeżenia, lecz wiedzę z dziedziny gospodarki, prawa czy nauki Wikipedia podaje dość rzetelnie, i dlatego namawiam Czytelników do poniższej ciekawej lektury:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Tymczasowe_aresztowanie
Skandalem jest nie to, że Marcin Plichta został fizycznie pozbawiony wolności (po życiu i zdrowiu bodaj najcenniejsze dobro człowieka), lecz to, że ni w ząb nie wiadomo, dlaczego nadal siedzi. Przypomnę, że ów więzień nie jest podejrzany o gwałt, wymuszenia rozbójnicze, mord, terroryzm, zbrodnie wojenne czy ludobójstwo, tylko o oszustwo. Przypomnę też, że ów więzień od dawna nie ma żadnej, ale to absolutnie żadnej możliwości mataczenia w sprawie, ponieważ funkcjonariusze ABW latem ubiegłego roku skonfiskowali wszystkie materiały i przedmioty, które mogłyby mieć jakąkolwiek wartość dowodową, a potem prokuratura miała bite dwanaście miesięcy, by niezamataczonych przez Plichtę świadków starannie przesłuchać. [Akurat trzymam w ręku akt oskarżenia generałów o stan wojenny, i tam figuruje 21 świadków, więc może tych rozmiarów pracę śledczą (jeden świadek raz na dwa-trzy tygodnie…) dałoby się wykonać przez rok?]
Areszt wydobywczy polega na tym, że podejrzanemu sukcesywnie przedłuża się areszt tymczasowy w  celu wydobycia zeń właściwych zeznań. Gdy ta prosta metoda zawodzi, trzeba wywrzeć na podejrzanym delikatną presję. Na przykład pół roku po aresztowaniu – doaresztować mu żonę. Mało? To po jedenastu miesiącach od aresztowania trzeba przypadkowo podsunąć mu pod nos profetyczny czołówkowy artykuł w niezależnej i miarodajnej „Gazecie Wyborczej” (8 lipca 2013), z którego jasno wynika, panie Plichta, że pański proces nie zacznie się wcześniej niż za dwa lata i potrwa następne trzy; potem będziesz pan mógł wreszcie przenieść się z tymczasowego (czytaj: pięcioletniego) aresztu do porządnego kicia, w którym spędzisz następne lat piętnaście. Co, masz pan nagle ochotę śpiewać?
Obowiązująca Konstytucja Rzeczpospolitej Polskiej (art. 42) uważa na razie pana Plichtę za niewinnego. Zgodnie natomiast z Kodeksem Postępowania Karnego (art. 249 i następne)
[http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU19970890555]
konstytucyjnie niewinny człowiek i obywatel może siedzieć w areszcie wydobywczym w zasadzie rok, w zasadzie dwa lata, w zasadzie tyle ile trzeba (art. 263 ust. 4). Ten stan rzeczy nie podoba się mnie (polskiemu emerytowanemu pismakowi Stanisławowi Remuszce), nie podoba się polskiemu Trybunałowi Konstytucyjnemu oraz strasburskiemu Europejskiemu Trybunałowi Praw Człowieka, nie podoba się cytowanym przez Wikipedię jurystom i politykom – lecz tych polityków, którym się nie podoba, jest znacznie mniej niż tych, którym się podoba; dlatego tej dramatycznej sprzeczności między Konstytucją a ustawą nikt nawet nie próbuje usunąć.
Może Szanowni Czytelnicy niniejszego wyobraziliby sobie, że nie mogą wyjść z małego pokoiku z kiblem w kącie, i tak ma być przez cały tydzień? Brrr… Otóż prawo stanowi, iż tymczasowego aresztowania nie stosuje się, jeżeli wystarczający jest inny środek zapobiegawczy. Wyobrażam sobie zatem, że we wrześniu 2013 polskie państwo zakłada panu AmberGoldowi oraz jego małżonce elektroniczną obrożę i, jeśli wysuną oni on nos za próg swojego domu, w krótkich abcugach trafią na powrót do aresztu. Czy łódzcy prokuratorzy oraz trójmiejscy sędziowie okręgowi i apelacyjni (nazwiska wymieniłem w jednym z poprzednich odcinków tego wstydliwego serialu) mieliby coś przeciwko?
Stanisław Remuszko

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.