Niepodległość w kominiarce

Dziś, 12 listopada, mam dubeltowy asumpt do prywatnych wynurzeń. Wczoraj świętowaliśmy niepodległość Ojczyzny, i dobrze pamiętam zwłaszcza lata 1982-1988, gdy na balkonie naszego mieszkania nr 44 przy ulicy Dunikowskiego 8 na warszawskim Ursynowie dumnie i swobodnie powiewała w tym dniu biało-czerwona flaga – niestety, jako jedyna w zasięgu sąsiedzkiego wzroku (około pół kilometra). Jutro natomiast przypadają moje imieniny (jestem elitarny Stanisław jesienny, nie ten plebejski z maja), więc, jako urodzony patriota, chętnie odniosę się dzisiaj do naszej obecnej patriotycznej praktyki.
Artykuł 57 miłościwie panującej nam Konstytucji RP głosi: Każdemu zapewnia się wolność organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich. Artykuł zaś 31 stanowi, iż: Ograniczenia w korzystaniu z konstytucyjnych wolności i praw mogą być wprowadzane tylko wtedy, gdy są konieczne dla bezpieczeństwa państwa lub dla porządku publicznego bądź ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej albo wolności i praw innych osób.
Dwa proste zdania – i wszystko jasne. Dalej trzeba tylko być konsekwentnym. Choć wolność słowa nie jest wartością absolutną (ważniejsze od niej jest m. in. zdrowie i życie), to jednak jest wartością zupełnie wyjątkową – jako najwyższy i niezastąpiony gwarant wszystkich innych naszych ludzkich i obywatelskich wolności. Nieodłączną zaś częścią wolności słowa jest wolność zgromadzeń – jako formy wyrażania myśli, opinii, postaw i przekonań. To wyrażanie z kolei musi być pokojowe, a w demokratycznym państwie trudno za takie uznać wybijanie szyb, podpalanie samochodów i rzucanie brukiem w innych ludzi.
Dlaczego o tym piszę akurat dziś? Ano dlatego, że pamięć mam dobrą, nie krótką. Otóż pamiętam doskonale, jak dziewięć lat temu (równiusieńko co do dnia!) ówczesny Trybunał Konstytucyjny orzekł, iż zakaz zasłaniania twarzy przez uczestników demonstracji jest sprzeczny z Konstytucją! Jak wobec tego zidentyfikować zamaskowanego bandytę, który bezkarnie kopie w brzuch przypadkowego przechodnia, i natychmiast kryje się tchórzliwie za plecami sobie podobnych wyrostków w kominiarkach? – To już kłopot policji – oznajmił beztrosko Trybunał. – Policja ma prawo legitymowania chuliganów, więc niech ich doścignie, złapie i wylegitymuje. Że to niemożliwe, aby nadwiślański Sąd Ostateczny tak orzekł? A możliwe, możliwe, wystarczy wpisać „Trybunał Konstytucyjny” w google i przeczytać klarowny wyrok o sygnaturze Kp 1/04 z 10 listopada 2004 roku. O takie światłe europejskie rozstrzygnięcie wniósł ówczesny prezydent Aleksander Kwaśniewski, a Trybunał – w składzie Marek Safjan, Teresa Dębowska-Romanowska, Marian Grzybowski, Adam Jamróz, Wiesław Johann (i ty, Brutusie…), Ewa Łętowska, Janusz Niemcewicz, Mirosław Wyrzykowski, Marian Zdyb i Bohdan Zdziennicki; przecież się nie wstydzą! – to postępowe prezydenckie żądanie poparł bez najmniejszych zastrzeżeń.
No, z jednym wyjątkiem. Przytomność i zdrowy rozsądek zachował, a także honor Trybunału poniekąd ocalił, jeden jedyny sędzia (i późniejszy prezes TK) pan profesor Jerzy Stępień, który głosował przeciw i na piśmie złożył krótkie zdanie odrębne. Minione dziewięć lat pokazało czarno na białym, jak bardzo myliła się reszta składu orzekającego i jak bardzo rację miał samotny sędzia Stępień.
Pozwolę sobie go zacytować: Burzliwy rozwój życia publicznego w ostatnich latach, mnogość jego form, w tym także pojawienie się niemal nieograniczonych możliwości komunikowania się społecznego w dobie mediów elektronicznych, nakazuje spojrzeć INACZEJ na konstytucyjne prawo organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich, z innego już punktu widzenia niż sięgający dziewiętnastowiecznej tradycji czy odwołujący się do niedawnych doświadczeń totalitaryzmu. Zniesienie cenzury, pojawienie się wolnych mediów, całkowicie niezależnych od ośrodków władzy publicznej, ale także budowanie takiej powszechnie pożądanej wartości, jaką jest społeczeństwo obywatelskie, wszystko to sprawia, że współcześnie zmieniają się także dotychczasowe funkcje pokojowych zgromadzeń, a również rosną społeczne koszty będące refleksem ich organizowania…
Jako fanatyk wolności słowa (więc i wolności zgromadzeń) prywatnie wierzę, że w doczekam takiego wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który sprawi, że słowa pana sędziego Stępnia staną się ustawowym ciałem.

Stanisław Remuszko

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.