WC-vivre

Pierwsze nauki odbieramy w dzieciństwie. Kłaniaj się znajomym. Nie siadaj pierwszy przy dorosłych. Przepraszam, dziękuję, dzień dobry, do widzenia. Wyjmij rękę z kieszeni podczas rozmowy. Nie mów z pełną buzią. Przysuń krzesło stryjowi. Nie gestykuluj gdy trzymasz sztućce. Dziewczynki puszczaj przodem. Nie podawaj pierwszy dłoni na powitanie/pożegnanie osobie starszej od ciebie. Itp., itd.
Z czasem i z wiekiem to wszystko się nieco komplikuje (zaproszenia, obyczaje, kolejność czynności, strój, korespondencja etc.), ale proste elementarne reguły szybko wchodzą w krew i są bardzo stabilne. Owszem, pamiętam wyjątek, czyli całowanie dam w rękę, z którym, jako z niehigienicznym zaściankowym polskim cmok-nonsensem, pół wieku temu próbował walczyć arbiter elegantiarum PRL, czyli „Przekrojowy” Kamyczek – no, ale przyjęło się to tylko częściowo.
Dobre maniery nie oznaczają wprawdzie, że ich posiadacz jest dobrym człowiekiem, jednak demonstrowana na co dzień ogólna ogłada raczej pomaga niż szkodzi startującym w życiu młodym ludziom. Francuskie słowa savoir („wiedzieć”) vivre („żyć”)  oznaczają „znajomość (towarzyskiego) życia”.   Dobrze jest mieć taką wiedzę, orientować się, co wypada, a co nie wypada, i w jakich okolicznościach.
Niestety, właśnie tego zdaje się nie wiedzieć nowy Boni, czyli świeży minister cyfryzacji pan Rafał Trzaskowski, który został niedawno przedstawiony Narodowi podczas tzw. rekonstrukcji rządu. Otóż gdybym był premierem Tuskiem, to mógłbym być nowego ministra ojcem, więc tym bardziej zwrócił bym mu uwagę, żeby nie trzymał ręki w kieszeni, przynajmniej podczas oficjalnej prezentacji, bo w Polsce – w odróżnieniu od krajów anglosaskich – taki gest świadczy o okazywanym lekceważeniu i dość czerstwych obyczajach. Żadną miarą nie chcę przez to podważać merytorycznych kompetencji nowego szefa cyfrowego resortu, ale – co do konwenansów – TU JEST POLSKA, panie ministrze, nie Unia Europejska ani Ameryka, i na pańską rękę trzymaną w kieszeni źle patrzyły nie tylko kamery (TVP1 w głównym wydaniu „Wiadomości” wzięła rękę w pomarańczowy owal!), lecz jeszcze parę milionów rodaków-wyborców…
Takie potknięcie (pewnie nieświadome), to jednak wysoka kultura w porównaniu z chamstwem, które publicznie zamanifestował parę dni temu niejaki Szczepan Twardoch – ponoć znany pisarz-prozaik i posiadacz prestiżowego „paszportu >Polityki< za rok 2012” (powtarzam za „Gazetą Wyborczą”). Otóż gdy Sąd Najwyższy ogłosił w wyroku, że naród śląski nie istnieje, rzeczony osobnik (słowa „obywatel” czy „rodak” jakoś nie chcą mi przejść przez gardło), ogłosił w internecie: Pier… się, Polsko!
Jak bronić się przed czymś takim? Ja – nie wiem.
Stanisław Remuszko

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.