Tajny stan wojenny?

Wydawałoby się, że historia należy do historii. Czasami jednak następuje zaskakujący „cdn”, i  nawet do odległej przeszłości dopisywane są absolutnie nieoczekiwane karty bieżące. Oto wydarzenia z 2013 roku.
Przypomnijmy główną chronologię. W roku 1981 został wprowadzony stan wojenny. W roku 1998 powstał Instytut Pamięci Narodowej. W roku 2007 IPN sporządził w tej sprawie akt oskarżenia. W roku 2008 przed sądem powszechnym rozpoczął się proces. W roku 2012 zapadł wyrok. W roku 2013 wystąpiłem do IPN o udostępnienie kopii tego aktu oskarżenia. Ale IPN odmówił i, mimo moich licznych próśb, zdania nie zmienił. Spór rozpatrzy wkrótce Wojewódzki Sąd Administracyjny, do którego, po sześciu miesiącach bezowocnych starań, wniosłem formalną skargę i wpłaciłem sto złotych tytułem wpisu sądowego.
Zdezorientowanym Czytelnikom uprzejmie wyjaśniam, iż przygotowuję publicystyczno-dokumentalną książkę o stanie wojennym. W książce tej pragnę bezbłędnie zacytować obszerne fragmenty aktu oskarżenia oraz wydanego wyroku. W tym celu potrzebne mi są kopie tych dokumentów. Spełniłem wszystkie urzędowe wymogi (jako dziennikarz, dostałem pisemne zgody na dostęp do akt od warszawskiego Sądu Okręgowego i Sądu Apelacyjnego, a SO udostępnił mi elektroniczną wersję swojego wyroku natychmiast, gdy o nią poprosiłem). Dlaczego IPN odmówił – nie mam pojęcia.
Uważam (chyba nie tylko ja?), iż stan wojenny jest najważniejszym wydarzeniem w polskiej historii najnowszej. Statutową misją Instytutu Pamięci Narodowej jest edukacja publiczna. Trudno wyobrazić sobie lepszą propagację działań i dokonań IPN niż wydawanie książek z dokumentami IPN.
Akt oskarżenia w sprawie o stan wojenny jest od przynajmniej sześciu lat  dokumentem zamkniętym i ma wszelkie cechy dokumentu publicznego. Na mój patriotyczny rozum nawet więcej: akt oskarżenia w TEJ sprawie jest wręcz własnością narodową! On od dawna powinien wisieć na internetowej stronie IPN – lecz nie wisi. Przykro rzec, ale sprzeciwianie się udostępnieniu tego dokumentu (utrudnianie doń dostępu) musi świadczyć – ipso facto – o  lekceważeniu własnego narodu przez instytucję, która w ustawowej nazwie ma zwrot „Pamięć Narodowa”. Przypomnę na marginesie, że prawo dostępu do informacji publicznej (artykuł 61 Konstytucji) przysługuje każdemu obywatelowi, nie tylko legitymowanym dziennikarzom.
Pikanterii całej tej niepojętej sprawie dodaje fakt, że spełnienie mojej prośby nie wymaga żadnych, ale to absolutnie żadnych nakładów ani wysiłków. Wystarczyłoby jedno jedyne komputerowe kliknięcie, aby ten tekst przesłać mi mejlem albo nagrać na CD lub pendrajwa. O co zatem chodzi? Ja – nie wiem, lecz mam nadzieję, że dowie się  warszawski WSA. No, chyba że to jest akt tak tajny, że nawet sąd nie uzyska do niego dostępu…
Stanisław Remuszko

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.