Współodpowiedzialność polityków

Internetowe portale oraz stacje RTV właśnie donoszą (http://www.rp.pl/artykul/19469,1076042-Samochod-wjechal-w-grupe-ludzi–siedem-osob-nie-zyje.html), że dziś – w pierwszym dniu nowego 2014 roku – na pieszych oczekujących przy przejściu wpadł rozpędzony osobowy samochód.  Na miejscu zabił pięcioro dorosłych, a trójka dzieci walczy ze śmiercią w szpitalu. Jedno już zmarło.  
Kierowca – sprawca tragedii – był kompletnie urżnięty. Teraz siedzi w areszcie. Ale choćby spędził za kratami całe lata, nie wróci to życia ofiarom ani nie zapobiegnie dalszym takim wypadkom.
Od kilkunastu lat publicznie głoszę, że polskich parlamentarzystów obciąża część moralnej odpowiedzialności za śmierć setek, kalectwo tysięcy i cierpienia wielu więcej corocznych ofiar wypadków samochodowych, których sprawcami są pijani kierowcy. Dzień w dzień, w świątek i piątek, jak Polska długa i szeroka, mordują oni Bogu ducha winnych ludzi, rozjeżdżają przechodniów na chodnikach, taranują auta, potrącają dzieci na pasach, itd.
Trzeba tak zmienić kodeks karny, aby (mówię o sytuacjach bezwypadkowych!) nietrzeźwy kierowca przyłapany na gorącym uczynku MUSIAŁ z automatu tracić prawo jazdy – za pierwszym razem na przykład na miesiąc, za drugim – na rok, za trzecim – na pięć lat (lub dożywotnio). Personalia tak ukaranego kierowcy lądowałyby natychmiast w specjalnej bazie danych dostępnej z każdego policyjnego radiowozu. Nazwiska i zdjęcia recydywistów publikowane byłyby w internecie. Natomiast trzeźwy kierowca prowadzący pojazd bez prawa jazdy (gdy jest ono zatrzymane za drogowe pijaństwo) MUSIAŁBY z automatu wędrować do aresztu. Jeśli zaś w wypadku spowodowanym przez pijanego kierowcę ktoś zostałby ranny lub zginął – samochód MUSIAŁBY ulec przepadkowi (niezależnie od ”normalnej” kary wymierzonej sprawcy).
Podobne rozwiązania z powodzeniem funkcjonują w Zachodniej Europie i tam liczba „alkoholowych wypadków” z ludzkimi ofiarami jest o rząd wielkości mniejsza!!! Powyższą propozycję pierwszy raz przedstawiłem 15 lat temu w „Nowym Państwie”, potem w książce „Gazeta Wyborcza. Początki i okolice”, potem w Sejmie, potem na internetowych forach… I co? I nic.
Przykro rzec, ale uważam, że w tej sprawie nic nie drgnie dopóty, dopóki pijany kierowca nie zabije w wypadku drogowym wpływowego polityka albo jego małżonki lub dziecka.

Stanisław Remuszko

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.