Amber Gold XII, czyli różnice międzynarodowe

Gdy w 1980 roku przyszedł na świat nasz pierwszy syn Maciej Stanisław, wraz z Żoną rozesłaliśmy do rodziny, przyjaciół i znajomych kilkadziesiąt pięknie wydrukowanych zawiadomień o tym radosnym fakcie, ale kilkanaście takich kartoników nam zostało, i wysłałem je, ot, dla zabawy, do Białego Domu, do Buckingham Palast, do Pałacu Elizejskiego i do paru innych takich miejsc.
Jakież było nasze zdziwione miłe zaskoczenie, gdy – dosłownie po tygodniu – jęły z zagranicy przychodzić poważne gratulacje i życzenia: a to od państwa Nancy i Ronalda Reaganów (z ich zdjęciem i odręcznym podpisem), a to od królowej Elżbiety II (lady in waiting), a to z innych kancelarii i dworów (stary książę Franz Josef II von Liechtenstein przysłał nawet telegram!). Wszystkie te liściki do dziś starannie przechowuję w rodzinnym archiwum jako osobliwą pamiątkę, ale i jako namacalne świadectwo tamtejszych obyczajów: szary człowiek pisze, sławny prezydent odpowiada (oczywiście szósty pomocnik trzeciego prezydenckiego sekretarza).
Dlaczego o tym mówię? Ano – ni z gruchy, ni z pietruchy, tak mi się przypomniało…
Co robi obywatel dziennikarz, który w roku 2013 natknął się na ludzką krzywdę i bezprawie? Opisuje to, rzecz jasna, w jakimś prasowym artykule (przedstawia w audycji radiowej, pokazuje w telewizyjnym programie). Jeśli po pewnym czasie nic się nie zmienia – powstaje drugi krytyczny tekst (druga audycja, drugi program), potem trzeci i ewentualnie dalsze, kolejne.
Co robi obywatel dziennikarz, który w roku 2013 krytycznie pisał o sprawie dziesięć razy? Wybiera najważniejsze fragmenty napisanego i przedkłada je – wraz z solennym pismem wiodącym – organom i organizacjom, które statutowo, a nawet konstytucyjnie są władne złą sytuację zmienić (przynajmniej spróbować zmienić). Ciągnie za rękaw konkretnych decydentów i wpływowych ludzi. Wskazuje palcem. Podtyka pod nos. Antyszambruje (wpisz w gugle).
Co robi obywatel dziennikarz, gdy taka jego roczna aktywność nic nie daje? Chwyta się ostatniej deski ratunku, czyli ufnie prosi medialnych magnatów (zarazem niby kolegów po fachu) o interwencję prasową. Cytuję: …chodzi o brak jakiejkolwiek reakcji na moją imiennie adresowaną i składaną w kancelariach pisaninę. Rozumiem, iż Rzecznik Praw Obywatelskich, Komitet Helsiński oraz Fundacja „Panoptykon” mogą się ze mną nie zgadzać merytorycznie, lecz przecież żyjemy w państwie praworządnym, w którym udzielanie choćby zdawkowej odpowiedzi na uprzejme, krótkie i klarowne listy obywateli nie jest żadną grzecznością, tylko formalnym obowiązkiem adresatów…
Co powinien zrobić obywatel dziennikarz, który takie właśnie pismo wysłał ratunkowo do kulturalnych redaktorów naczelnych i prezesów potężnych mediów prywatnych i publicznych* równo dwa miesiące temu, nie doczekując się – podobnie jak w przypadku poprzednich adresatów – żadnych reakcji? Myślę, że powinien dać sobie spokój : -)

Stanisław Remuszko

———————
* Alfabetycznie: Jerzy Baczyński – „Polityka”, Juliusz Braun – Telewizja Polska, Bogusław Chrabota – „Rzeczpospolita”, Adam Michnik – „Gazeta Wyborcza”, Jerzy Paciorkowski – Polska Agencja Prasowa, Andrzej Siezieniewski – Polskie Radio.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.