Przebój Maleńczuka

Według ogłoszonego dziś (14.04.14) komunikatu CBOS, w ostatnim miesiącu ponad dwukrotnie zwiększyło się zaniepokojenie rodaków wydarzeniami na Ukrainie. „Czy sytuacja zagraża polskiemu bezpieczeństwu?” – spytali ankieterzy. „Tak” – odparło 30% respondentów w lutym i aż 72% w marcu („nie” – odpowiednio 60% i 25%). Dwukrotnie zmalał również odsetek wskazań „trudno powiedzieć”.
Pierwszą przyczyną takiego zaostrzenia i wyostrzenia opinii są oczywiście same wydarzenia, czyli obecność na Krymie „nieznanych żołnierzy”, manewry rosyjskich wojsk przy granicy z Ukrainą oraz zapowiedziane na najbliższą niedzielę krymskie referendum. Ukraina jest sąsiadem Polski (535 km wspólnej granicy), a nikt nie lubi awantur w mieszkaniu za ścianą.
Jednak jest jeszcze drugi ważny powód, a mianowicie utrzymująca się od tygodni w ogromnej większości mediów – zwłaszcza w „Gazecie Wyborczej” i w głównych telewizjach – klasyczna wojenna retoryka. Mimo woli wpada ona szaremu widzowi w oko i ucho, zostawia ślady w głowach, i choć dziś nikt robi zapasów z cukru ani masła, to warto by sprawdzić, czy nagle nie wzrosło spożycie wódki, zwłaszcza rosyjskiej i ukraińskiej, bez której, jak wiadomo, nie razbieriosz!
Gdybyśmy mieli wojnę – to co innego, obowiązuje patriotyczna jednolitość poglądów i postaw, a za wrogą propagandę kula w łeb! Ale, Bogu dzięki, nie tylko nie mamy wojny, lecz nam ona i nie grozi. W przewidywalnej perspektywie mamy i będziemy mieli pokój. Trwały, stabilny i atomowo gwarantowany pokój, o który trzeba dbać jako o skarb! W czasie pokoju zaś różnice zdań są świadectwem psychicznego zdrowia, nie choroby! Skąd zatem ta medialna patologiczna monokultura? Gdzie się podział pluralizm i wolność słowa? Ja – nie wiem.
 Co stanie się w najbliższych dniach na wschód od Przemyśla? Tego w szczegółach nie wie nikt – no, może z wyjątkiem piosenkarza Maleńczuka (znakomicie ucharakteryzowanego na szefa syberyjskich urków – wiem z literatury!), który, wymachując sztyletem, ogłosił cyrylicą w internecie kęsim jakiemuś „Vladymirowi”. Inna sprawa, że Maleńczuk specjalnej charakteryzacji nie potrzebuje…
Osobiście przypuszczam, że nie stanie się nic. Anglicy taką prognozę nazywają wishful thinking, mistrz  Wańkowicz użyłby słowa chciejstwo – ale ja naprawdę tak uważam.  Cokolwiek nastąpi – USA, G-7 i ONZ stanowczo to potępią, Unia Europejska kategorycznie zaprotestuje, cały Zachód zaś nałoży surowe sankcje, czyli nie kiwnie palcem. Uważam, w dalszym wieszczym natchnieniu, że żadna wojna ukraińsko-rosyjska nie wybuchnie również dlatego, że w interesie Rosji jest istnienie Ukrainy-buforu, a nie bezpośrednie sąsiedztwo z NATO. Car Putin zaś coraz bardziej zaczyna mi wyglądać na wielkiego męża stanu, i to nie tylko rosyjskiego.
Dotychczasowa obecność „nieznanych żołnierzy” na Krymie dowodzi, że do zbrojnych starć może dojść co najwyżej tylko między samymi Ukraińcami. Spraw, Panie Boże, żeby nie doszło!

Stanisław Remuszko

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.