Lot niekontrolowany

Zaginięcie młodego (czternastoletniego) malezyjskiego długodystansowego liniowca nie ma precedensu.
Oczywiście, w historii lotnictwa cywilnego zdarzały się zagadkowe zniknięcia całych samolotów, ale było to ALBO w innej epoce technicznej (zwłaszcza elektroniczno-kosmicznej), ALBO też szczątki samolotu zostawały szybko odnalezione. Teraz, gdy piszę te słowa, od startu Boeinga-777 z Kuala Lumpur w dniu 8 marca 2014 mija siedemnasta doba – i nadal nikt nic nie wie.
Poza jednym, oczywiście: nie mógł przeżyć nikt spośród 227 pasażerów i 12 członków załogi lotu Malaysia Airlines 370. Ale nawet to wiadomo tylko przez rozum: w promieniu tysiąca kilometrów nie było gdzie lądować, a maszynie kończyło się paliwo…
Jak Państwo wiedzą, głównym celem prac wszystkich na świecie profesjonalnych komisji badających okoliczności katastrof lotniczych jest zapobieżenie podobnym tragediom w przyszłości. W tym duchu dzielę się z Czytelnikami niezwykłą informacją, do której dzisiaj dotarłem i którą potwierdziłem w trzech niezależnych fachowych źródłach.
Ruch samolotów nad ziemią kontrolowany jest przez cywilne i wojskowe radary. Wymownie ilustruje to bieżący obraz setek samolotów przemieszczających się w danej chwili ponad Polską i Europą (www.flightradar24.com). Jednak taki radar “nie ma zasięgu” nad oceanem, i gdy maszyna dostatecznie oddali się od radarowych wybrzeży, dajmy na to, Wielkiej Brytanii, zostanie dostrzeżona przez radar USA dopiero po kilku godzinach. “Bezradarowy” przelot nad Oceanem Indyjskim, nie mówiąc już o bezkresach Pacyfiku, trwa jeszcze dłużej.
Byłem święcie przekonany, że – w tym naturalnym, ponieważ geograficznym stanie rzeczy – oenzetowska Organizacja Międzynarodowego Lotnictwa Cywilnego (ICAO) stworzyła globalny niezawodny system kontroli i monitoringu nadoceanicznych pasażerskich rejsów oparty na satelitach i nadajnikach/odbiornikach GPS. Sądziłem, że od chwili uruchomienia silników przed startem do momentu wyłączenia silników po wylądowaniu samolot non stop wysyła niewyłączalny i niezagłuszalny radiowy sygnał, który pozwala w każdej sekundzie zidentyfikować pozycję maszyny; w razie zaniknięcia sygnału system automatycznie wszczyna alarm, dzięki czemu wyspecjalizowane służby mają szansę natychmiast podjąć akcję ratunkową.
Okazuje się – nic z tego. Myliłem się! Mimo braku jakichkolwiek technicznych przeszkód – taki oczywisty system nie istnieje!! Na pokładach wielkich Boeingów czy Airbusów nie ma żadnego bezludnego nadajnika-pozycjonisty z autonomicznym zasilaniem!!! Podczas lotu na trasie, na przykład, Londyn–Rio czy Kair–Melbourne piloci co pewien czas próbują łączyć się przez radio i meldują się archaicznym głosem, a jak się nie połączą i nie zameldują, to nie wiadomo, gdzie są i co się z nimi dzieje….
Niemożliwe? Niewiarygodne? Ale prawdziwe, niestety. Może polski Urząd Lotnictwa Cywilnego wystąpi w tej sprawie do ICAO z odpowiednimi postulatami natury prawno-technicznej? Prezesem naszego UCL jest pan Piotr Ołowski i na jego ręce jeszcze dziś wyślę niniejszy tekst listem poleconym.
Wszystkim kapitanom, załogom i pasażerom życzę bardzo z serca: ile startów, tyle lądowań : – )
Stanisław Remuszko

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.