Czarek

Do niedawna nie chodziłem na pogrzeby, a od niedawna zacząłem. Inaczej: chodzę na msze święte żałobne. To są zupełnie wyjatkowe chwile, gdy można spokojnie i samotnie zajrzeć do wspomnień, czasem nawet zobaczyć żywego Zmarłego i przypomnieć sobie różne z Nim pogaduchy, zamyśleć się i zreflektować. Potem przeważnie jest tzw. spotkanie towarzyskie. 
Przed kilkoma dnami w warszawskim „kościele przesuwanym” żegnaliśmy Kolegę z redakcji „Słowa Powszechnego” – Czarka Bunikiewicza, który okazał się moim rówieśnikiem, choć zawsze sądziłem, że jest z dziesięć lat młodszy. Czarka bardzo lubiłem, chyba z powodu jego rzucającej się w oczy ogólnej życzliwości dla wszystkich ludzi, bo sami nawet nie zaprzyjaźniliśmy się jakoś specjalnie. No i nagle Czarek sobie poszedł…
Chciałbym dziś przytoczyć piękne i wzruszające słowa, którymi pożegnała go jego żona, pani Mariola:

Dziesięć lat temu, przerażona coraz szybciej upływającym czasem i odchodząca młodością, napisałam krótki wierszyk zaczynający się od słów: „Co jeszcze możesz mi podarować, życie?”
Nie wiedziałam, że życie ma dla mnie jeszcze jeden dar. Ale jakże ciężki i trudny do zniesienia…
Przeżylismy razem prawie 36 lat.
Dziękuję Ci, Cezar, za te wszystkie dni. Dziękuję za Beatę, Marka i Kamila. Za ogród, który tak pokochałam, za wspólne pasje – nasze wędrówki po górach, spacery ze wszystkimi psami, które mieliśmy, za wspólnie przeczytane książki, za rozmowy i dyskusje aż po świt, za poranne kawy i ptaki oglądane przez okno, za twój humor, dowcip i wyrozumiałość.
Żegnaj, Cezar! A może raczej: do widzenia, bo przecież kiedyś i tak się spotkamy.

Dziękuję wszystkim, którzy w tych trudnych dla mnie dniach dzwonili, proponowali pomoc i wspierali na duchu. Bez Was ten ciężar byłby znacznie trudniejszy do udźwignięcia.
Dziękuję Krysi, Wandzie, Krzysiowi, Marcie, Zosi, mojej młodszej sąsiadce Marcie, która wezwała pogotowie, Izie i Zbyszkowi, mojemu dyrektorowi Zbyszkowi i moim koleżankom, które brały za mnie dyżury, dzięki czemu mogłam być przy Cezarze prawie do ostatniej chwili. Składam również gorące podziękowania pani Agnieszce i pani Ewie.
Szczególnie serdecznie dziekuję mojej siostrze Danusi, która nie odstępowała mnie prawie na krok.
Wszystkim, którzy przyszli dzisiaj, aby pożegnać Cezara – z całego serca dziękuję!

Mariola

Jak Pan Bóg pozwoli, spotkamy się po wakacjach  w moim domu w starym gronie i powspominamy – także Ciebie, Przyjacielu. Z wysokości widziałeś pewnie Majkuta, Żdżarskiego, Kaczora i innych, a ten grubas, który trochę fotografował, to ja, Staszek Remuszko. Do zobaczenia, Czarku Kochany : – )  

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.