Agent polsko-ruski

http://www.rp.pl/artykul/1179373.html

Stanisław Remuszko pisze: niedziela 15 lutego 2015, 08:39:23
 (…) Felieton rządzi się całkiem innymi prawami niż prasowa depesza czy zwykła publicystyka. Felieton może być nawet autorską bajką (bajka = opowieść o czymś, czego nie ma). Powinien natomiast zaciekawiać, prowokować, inspirować do samodzielnego myślenia; w każdym razie JA tak uważam. Odnośnie do konkretów, wszystko zrobiłem celowo: przerysowałem, ubrałem w retorykę sugerującą, i po jednej stronie zaplanowałem Falenicę jako ostoję rozsądku, po drugiej Otwock jako nawiedzoną rusofobię. Właśnie tak miało być odebrane. Cieszę się, że wyszło tak jak chciałem. No, ale dyskusję muszą sobie Państwo już zorganizować sami. I nie bać się jej : -)

Stanisław Remuszko pisze: niedziela 15 lutego, 2015, 16:30:54
(…) Moje blogowe  pleple nie ma żadnego celu – prócz dania świadectwa prawdzie (i zarobienia dosłownie paru groszy). „Prowokować”, ale tylko w sensie „prowokować do samodzielnego myślenia”. Odnośnie do konfliktu Ukraina-Rosja, NAPRAWDĘ uważam, że „chodzi tu o rodzaj autentycznej wojny domowej, wprawdzie ze wsparciem sąsiada, ale ten sąsiad nie jest generatorem całego zamieszania”. To jest moja prawda, prawda, w którą jawnie wierzę, daję jej wyraz na łamach „Rz” oraz podpisuję ją swoim imieniem i nazwiskiem. Rzecz jasna, zawsze ktoś może rzec, że wie lepiej ode mnie, co myślę i dlaczego – no, ale na to już nic nie poradzę…

Stanisław Remuszko pisze: poniedziałek 16 lutego 2015,  00:36:03
(…) Uważam, że mam suwerenne prawo w ogóle nie odnosić się do żadnych wypowiedzi; nie uważam tego za postępowanie nie fair. Nie fair byłoby wtedy, gdybym umawiał się z kimś na rozmowę, a potem nie dotrzymywał słowa. Ale to kolejna rzecz, której nie zrobiłem. Proszę także łaskawie pamiętać o moim adresie mejlowym podanym pod każdym tekstem. Sporo czytelników z niego korzysta; czasem wywiązują się nawet zwykłe telefoniczne dyskusje : -)

Stanisław Remuszko pisze: poniedziałek, 16 lutego 2015 09:49:51
Czytelnikom-przyjaciołom-komentatorom, którzy pod moimi tekścikami wiernie i życzliwie towarzyszą mi od maja 2014, mogę wreszcie, za zgodą oficerów prowadzących, okólnie wyjawić prawdę: tak, jestem agentem. Ale nie tylko ruskim, lecz i polskim, gdyż podwójnym. GRU + SWW (przedtem WSI). Dlaczego nikt mnie dotąd nie zamknął – sam nie wiem; najwyraźniej obie strony mają w tym jakiś interes. Stały szmalec (niewielki, niestety) biorę z obu źródeł, ale za specjalnie udane prowokacje dostaję premię, i wtedy zazwyczaj spędzamy z Kasią szalony tydzień w Zürichu. Najbliższe spotkanie ze „swoim” płk. Borczykiem na trzecim piętrze wiadomego gmachu przy Alei Niepodległości 243 mam w najbliższą niedzielę (praca 24h, świątek-piątek, służba nie drużba), natomiast ze stroną, nazwijmy ją, przeciwną, jestem umówiony pojutrze, w samo południe, rzut beretem od ruskiej ambasady, w sławnej kawiarni przy Placu Na Rozdrożu, gdzie wejść może każdy. Ludzi rozumnych i dobrych pozdrawiam serdecznie i z respektem : -)

Uprzejmie informuję zainteresowanych, że pierwsi dwaj pracodawcy płacą mi, jako agentowi wpływu, za różne wykonane zlecenia, natomiast „Rz” wynagradza (prawda że marnie…) tylko za blogowe kliknięcia, wszystko jedno czyje (komputer nie odróżnia mędrca od idioty). Mam tak atrakcyjnie pisać (choćby same bzdury), aby dużo klikano. Jednak, dzięki podanemu adresowi, ludzie poważni, rozumni i dobrzy zawsze mogą liczyć na prywatną wymianę ze mną merytorycznych mejlowych opinii, a nawet na telefoniczną rozmowę w dwoje uszu : -)

Powyższy jednoakapitowy czerwony tekścik – wysłałem do moderacji „Rzeczpospolitej” w poniedziałek 16 lutego 2015 trzy razy w kilkugodzinnych odstępach – tak samo jak pozostałe komentarzyki, tą samą regulaminową drogą, którą posługuje się każdy czytelnik. Z niewiadomych powodów te trzy zdania już się nie ukazały.
[A powinny się ukazać. Jeśli  bowiem dobrze rozumiem regulamin (dostępny na stronie „Rz”), to moderatorzy maja tzw. psi obowiązek zamieszczać in extenso absolutnie wszystko, co liczy nie więcej niż 2500 znaków i nie jest sprzeczne z w. w. regulaminem. Postępowanie odmienne słowniki nazywają cenzurą. Jeśli ta cenzura moralnie kogokolwiek obciąża, to z pewnością anonimowych cenzorów, nie ocenzurowanego…]

Stanisław Remuszko

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.