Mieszkańcy do wojewody

Zakątek Cybisa (5)

Warszawa, 28 czerwca 2013

Pan Jacek Kozłowski Wojewoda Mazowiecki Plac Bankowy 3 00-142 Warszawa

Wielce Szanowny Panie Wojewodo,

Tu nie ma żadnej, ale to żadnej polityki. Tu jest tylko gniew, złość i gorycz tysiąca ludzi z ursynowskiego osiedla mieszkających w tym samym miejscu „od zawsze”, oraz poczucie straszliwego absurdu, którego muszą być nie tylko świadkami, lecz i żywymi uczestnikami. Wiele mówi fakt, że nasze obywatelskie Stowarzyszenie powstało dosłownie z dnia na dzień, oraz że akces doń natychmiast zgłosiło prawie półtorej setki dorosłych osób, które – uwaga! – bez wahania podały w tym celu swoje drażliwe prywatne dane: adresy papierowe i elektroniczne oraz numery telefonów stacjonarnych i komórkowych.

Panie Wojewodo, nie trzeba być architektem ani urbanistą, wystarczy zwykły zdrowy rozsadek, by stwierdzić, że to jest inwestycja ZŁA SPOŁECZNIE – czyli taka, która NA PEWNO nie musi powstać; na którą pozwolenie (355/URN/2011) zostało wydane NA PEWNO w niezwykłych okolicznościach prawnych; która wreszcie NA PEWNO budzi ogromne negatywne i tylko negatywne emocje (eufemizm) lokalnej społeczności. Jako ojciec-założyciel Stowarzyszenia i jako emerytowany dziennikarz – na życzenie służę wszelką argumentacją i wszelkimi dokumentami.

Ponieważ jednak wiem, że Pan TU już był, i Pan TO już widział – od razu przejdę do meritum. Ono zaś brzmi: owszem, pacta sunt servanda, dura lex sed lex, lecz niech Pan rozważy, proszę, możliwość zaoferowania inwestorowi przez Państwo Polskie swoistej wymiany barterowej. „Włodarzewska” zrezygnowałaby z projektu w jego obecnym kształcie i zgodziłaby się na jego przeróbkę, państwo zaś (miasto?) zaoferowałoby tej spółce rekompensatę finansową oraz nową lokalizację. Od rozpoczęcia budowy planowanej na dwa lata nie minęły nawet dwa miesiące. Bardzo małym kosztem dałoby się jeszcze zmienić niemal wszystko!

Na całym świecie nikt nie lubi, gdy mu się buduje pod oknami (autostrada, most, ulica itp. – tak, lecz nie na moim podwórku). Jednak tu jest inaczej. Naszych protestów w ogóle by nie było (lub byłyby niewielkie), gdyby zaproponowano dwa-trzy mniejsze domy i nie zabierano całego zielonego skwerku. Tymczasem, według aktualnych planów, ma powstać jeden gigant-mrówkowiec jakby rodem z gomułkowskiego PRL: nieprzerwanie długi na 200 metrów, wysoki na 11 pięter, z 300 mieszkaniami, wciśnięty między istniejącą harmonijną zabudowę i rujnujący standard życia tysiąca ludzi mieszkających 20-30 metrów od projektowanego molocha.

Temu tysiącowi ludzi władze miasta i sądy powszechne odmówiły i odmawiają do tej pory PRAWA GŁOSU, czyli prawa do rozpatrzenia opinii na zasadach strony. Ludzie mieszkający tu w ścisłej bliskości i nieprzerwanie przez trzydzieści pięć lat (od 1978 roku) nie mają prawa być stroną postępowania? Przykro rzec, ale sądziłem, że w tak przedmiotowy sposób traktowano warszawiaków tylko w minionym ustroju; w tej sprawie zamierzam wnieść obywatelską skargę do Trybunału Konstytucyjnego. Uważam, że moje suwerenne i demokratyczne państwo powinno być dla swoich obywateli, nie na odwrót. Tak przynajmniej rozumiem naszą Ustawę Zasadniczą, której artykuł pierwszy głosi: Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli, artykuł drugi zaś nakazuje stosować – obok prawa – zasady sprawiedliwości społecznej…

W nadziei, że Pan Wojewoda – jako mazowiecki namiestnik Premiera – zechce wnikliwie i szybko rozważyć niniejszą propozycję, przesyłam wyrazy głębokiego respektu i dobre życzenia

Stanisław Remuszko

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.