Odeszła Marysia Chełkowska…

Dwa tygodnie wcześniej wraz z bratem Mieczysławem odwiedziliśmy Marię i Pawła. Tego dnia Marysia była w dobrej formie i usłyszeliśmy od nich  wzruszającą sentymentalną historię pierwszego przypadkowego spotkania dwojga nieznajomych ludzi w bramie posesji „Puławska 130”, która przez następne sześćdziesiąt lat miała stać się ich posesją. Trzy przedwojenne niskie ZUS-owskie bloki. Mało mieszkań. Dwa podwórka. Mnóstwo drzew i krzewów. Państwo Jadwiga i Wojciech Chełkowscy z najmłodszym synem Pawłem zamieszkali w trzecim bloku na parterze. My, Remuszkowie, mieszkaliśmy piętro wyżej.

Marysia była osobą głęboko wierzącą i zasmuciła ja wieść z ostatniego (2016) Bożego Narodzenia, że w pierwszym bloku nikt nie przyjął księdza po kolędzie. Przed laty księdzem prefektem dla Agaty i Szymka – dziś bardzo dorosłych dzieci Marysi i Pawła – był wikary naszej parafii (św. Michała), ksiądz Jan Sikorski. Tydzień temu, 12 października 2016, osiemdziesięcioletni sławny ksiądz infułat Jan Sikorski (wpisz w google) koncelebrował w Wilanowie żałobną mszę świętą w intencji Marysi.
Po nabożeństwie zabrał głos pan Tomasz Ernst, a mówił tak pięknie i prawdziwie, że przytaczam jego słowa co do kropki:

Maria była osobą o wszechstronnych zainteresowaniach i licznych talentach, które przez całe życie rozwijała. Była nie tylko bardzo cenionym konserwatorem malarstwa, ale także tworzyła własne dzieła malarskie.

Była bardzo piękna, zawsze uśmiechnięta, a jej wdzięk i ujmujący sposób bycia powodowały, że była ozdobą każdego spotkania. Przez wiele lat bardzo dzielnie walczyła ze straszną chorobą. Odeszła w spokoju, we własnym domu, otoczona opieką i miłością jej najbliższych.

Dom Rodziny Chełkowskich, zarówno ten na Puławskiej, jak i ten na Tynieckiej, był zawsze otwarty dla przyjaciół. I to nie tylko w przenośni, ponieważ no ogół drzwi wejściowe nie były zamykane na żaden zamek.

Maria była wspaniałą gospodynią, ogromnie gościnną, serdeczną i  tworzącą wraz z Pawłem cudowną atmosferę w ich domu. Była błyskotliwa i obdarzona wielkim poczuciem humoru. Świetnie się z nią rozmawiało. Była naszym bliskim przyjacielem, który interesował się naszymi codziennymi sprawami, który cieszył  się z każdego naszego sukcesu  i na pomoc którego zawsze można było liczyć. Była osobą, która widziała  w każdym z nas wyłącznie cechy pozytywne, a nie wady.

Maria miała bardzo wielu przyjaciół. Pamiętała o nich zawsze i śledziła z zainteresowaniem i ogromną życzliwością wszystkie ich poczynania. Prowadziła Bank Ważnych Dat, czyli kalendarzyk, w którym skrzętnie zapisywała daty ważnych wydarzeń z życia osób jej bliskich. I sprawiała tym wybrańcom wielką radość, składając im stosowne  życzenia rocznicowe, często przy ich ogromnym zaskoczeniu.

Byłem związany z Marią swoistym powiązaniem „rodzinnym”. Maria była bowiem od zawsze ukochaną siostrą mojego brata Krzyśka, siostrą „z wyboru” a nie krwi. A więc żegnaj, siostrzyczko!

Byłaś osobą niezwykłą, uwielbianą przez wszystkich, postacią radosną i pogodną jak promyk  słońca. Takim promykiem słońca pozostaniesz na zawsze w naszej pamięci i we wspomnieniach. Spoczywaj w spokoju…

Od siebie ośmielę się dodać własne pięć słów: dobroć, wyrozumiałość, życzliwość, ciepło i uroda. Obie Twe rączki całuję, Marysiu Kochana : -)

Staszek

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *