Racja

Mam świętą rację. Ale inni też ją mają.

Życie realne nie jest idealne. Idealna jest tylko matematyka. Dwa plus dwa równa się idealnie cztery. W życiu rzeczywistym, zwanym modnie realem, są różne punkty widzenia, różne aspekty i różne racje. Społeczne dwa plus dwa na ogół nie równa się cztery. Na tym polega cały kłopot albo odwrotnie: cała uroda życia.

W marcu do Polski przyleciała Amerykanka Rebecca Kiessling, która podaje, że przyszła na świat wskutek gwałtu dokonanego na jej matce przez seryjnego gwałciciela. Amerykanka jeździ po świecie z prelekcjami, w których domaga się zmiany prawa tak, aby gwałt nie był legalną przyczyną dla aborcji.

Działające na pięciu uniwersytetach (Toruń, Wrocław, Kraków, Lublin i Warszawa) studenckie koła naukowe wystąpiły do władz swych uczelni o udostępnienie sal na spotkanie z Amerykanką. Z wyjątkiem KUL, władze czterech uczelni odmówiły. Wicepremier i minister nauki Jarosław Gowin w oficjalnym oświadczeniu skrytykował tę odmowę. Napisał (między innymi):

Misją uniwersytetu jest dążenie do prawdy. Droga zaś do niej to dialog, ścieranie się przeciwstawnych, racjonalnie uzasadnionych stanowisk, szacunek dla wolności myśli i pluralizmu. Z przykrością muszę stwierdzić, że decyzję władz wspomnianych uniwersytetów odbieram jako zaprzeczenie tych wartości. Konsekwentnie wstrzymywałem się od interwencji – w duchu szacunku dla autonomii uczelni i wolności akademickiej. Trudno jednak, bym milczał, gdy zasadom tym sprzeniewierzają się – w mojej ocenie – ci, którzy powołani są do roli ich strażników. Z poglądami pani Kiessling można się zgadzać lub nie, lecz zabranianie ich artykułowania jest niczym innym jak cenzurą.

W odpowiedzi, rektor UW Marcin Pałys i rektor UJ Wojciech Nowak opublikowali swoje stanowisko. Czytamy w nim:  W środowisku akademickim musimy odróżniać działalność jawnie lobbystyczną służącą zmianie ustawodawstwa od debaty akademickiej, której fundamentami są krytyczne rozważania i wymiana poglądów. Czyniąc właściwy użytek z niezbędnej Uniwersytetom autonomii – niezależnie od bieżących mód, trendów czy układów politycznych – oddzielamy oparte o naukową metodę ścieranie się stanowisk od nieakceptowalnej w murach uczelni propagandy.

Każdy z czytelników niniejszego bloga może zajrzeć pod podane linki i suwerennie ocenić, kto ma rację. Ja takie racje mam dwie (dwa poglądy). One są merytorycznie rozłączne, czyli wzajemnie niezależne.

Po pierwsze, w przedstawionej sprawie jestem raczej przeciwny antyaborcyjnemu postulatowi pani Kissling. Po drugie, całkowicie zgadzam się z panem ministrem Gowinem.
Pragnę też mocno podkreślić – jako emerytowany pismak z ponad czterdziestoletnim stażem i absolwent uniwersytetu – że w dziennikarstwie i w życiu akademickim nie ma bardziej hańbiącego od cenzurowania.

Owszem, cenzura – jako odwrotność swobodnego wyrażania przekonań – jest tak stara jak świat. Istniała w starożytnym Egipcie (zamazywanie hieroglifów) i w Babilonie (tłuczenie glinianych tabliczek), w Średniowieczu i w Renesansie, a kościelny Index Librorum Prohibitorum urzędowo zniesiono dopiero pół wieku temu. Komuszy knebel dla radia Wolna Europa uzasadniano tak samo: wraża propaganda, która zatruwa umysły zdrowego społeczeństwa!

W moich oczach, administracyjny zakaz panów rektorów nie tylko przynosi im wyjątkową intelektualną i moralną ujmę, lecz również szkodzi całemu światu akademickiemu. Fundamentalną wartością, szczególnie w tym świecie, jest wolność słowa. Gdybym był elektorem na UW lub UJ, nigdy już nie zagłosowałbym na profesorów Pałysa i Nowaka jako reprezentantów mojej uczelni.

Stanisław Remuszko

P.S. Kilka dni po opublikowaniu powyższego wpisu na zaprzyjaźnionym portalu, powiesiłem go wczoraj na forum „Gazety Wyborczej”, gdzie doczekał się natychmiast wielu ciekawych uwag i komentarzy. Ale gdy dziś zajrzałem w to miejsce –


okazało się, że wpis został usunięty. W imię wolności słowa, ma się rozumieć…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.