Przemyk 1983

12 maja 1983 r. milicjanci zabrali 19-letniego maturzystę Grzegorza Przemyka z pl. Zamkowego w Warszawie na komisariat. Wg „Newsweeka”: tam został ciężko pobity – dostał kilkadziesiąt ciosów pałkami w barki i plecy oraz kilkanaście ciosów w brzuch. Przewieziony do szpitala zmarł po dwóch dniach, a jego pogrzeb stał się manifestacją przeciw komunistycznym władzom.

W tym miejscu przytoczę świadectwo znajomego chirurga, Leszka Karpińskiego, który w szpitalu „otwierał” Przemyka, i powiedział mi najzupełniej prywatnie, że wątroba była bardzo/całkiem biała, nigdy przedtem takiej nie widziałem… Dziś Leszek już nie żyje, ale wtedy mówił, że zeznał o tym w śledztwie.

W lipcu 1984 r. sąd uwolnił od zarzutu pobicia Przemyka dwóch milicjantów – Ireneusza K. i Arkadiusza D., dyżurnego komisariatu. Natomiast na kary więzienia zostali skazani dwaj sanitariusze, którzy wieźli Przemyka do szpitala. Jest na ten temat książka pod tytułem „Osaczony złem” autorstwa jednego z tych sanitariuszy, Michała Wysockiego, wydana w roku 2000 (ISBN 83-914531-0-3). O tę książkę pytałem generała Czesława Kiszczaka, a on poradził, żebym ją kupił i przeczytał dokładnie, gdyż jego zdaniem wynika z niej, że to właśnie sanitariusz był sprawcą.

Po 1989 r., gdy uchylono wyroki wydane w 1984 r., sprawa wróciła do sądu. Ireneusz K. został w 1997 r. uniewinniony przez Sąd Wojewódzki w Warszawie, a D. został skazany na dwa lata więzienia, ale nie odsiedział ani dnia, bo, według psychiatrów, odbycie kary uniemożliwiał jego stan psychiczny.

Kolejne procesy K. ruszały trzykrotnie: w 2000 r., w 2003 r. i 2004 r. Za pierwszym razem sąd uznał, że sprawa się przedawniła, za drugim – uniewinnił K. Dopiero w maju 2008 r. (w trzecim procesie? tym rozpoczętym w 2004 roku?) Sąd Okręgowy w Warszawie uznał Ireneusza K. za winnego i skazał na 8 lat więzienia, ale w wyniku amnestii kara została zmniejszona o połowę. Sąd uznał wtedy, że pobicie, którego skutkiem była śmierć Przemyka, było przestępstwem popełnionym przez funkcjonariusza publicznego w związku z pełnieniem obowiązków służbowych i w związku z tym nie doszło do przedawnienia. Nie stwierdził jednak, aby była to „zbrodnia komunistyczna”.

Wyrok ten został uchylony w grudniu 2009 r. przez Sąd Apelacyjny w Warszawie, który uznał, że sprawa przedawniła się 1 stycznia 2005 r., a przepis kodeksu karnego, na który powoływał się SO i pełnomocnicy ojca Przemyka, nie ma tu zastosowania. SA uznał, że pobicie, którego skutkiem była śmierć Grzegorza, nie mieściło się w pojęciu „ciężkiego uszczerbku na zdrowiu” czy „ciężkiego uszkodzenia ciała”, o którym mowa w art. 105 par. 2 kodeksu karnego.

Kasację od wyroku Sądu Apelacyjnego złożył w 2010 r. do Sądu Najwyższego ówczesny prokurator generalny, minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski. Jego zdaniem, sądy powinny uznać, że pobicie i śmierć Grzegorza były skutkiem przestępstwa popełnionego przez funkcjonariusza publicznego w związku z pełnieniem obowiązków służbowych, i uznać, że przestępstwo się nie przedawniło.

Sąd Najwyższy oddalił jednak kasację, bo uznał ją za bezzasadną. Wskazał, że sąd okręgowy uznał milicjanta za winnego, ale jednocześnie nie stwierdził, by była to zbrodnia komunistyczna, która – zgodnie z ustawą o Instytucie Pamięci Narodowej przedawnia się dopiero po 30 latach. Skoro nie zaskarżyli tego ani prokurator, ani pełnomocnik ojca Przemyka, to – według Sądu Najwyższego – sąd apelacyjny nie mógł stwierdzić, że była to zbrodnia komunistyczna i musiał sprawę umorzyć.

W 2913 roku Europejski Trybunał Praw Człowieka orzekł, że Polska naruszyła art. 2 europejskiej konwencji praw człowieka i podstawowych wolności, badając sprawę śmierci Grzegorza Przemyka. Postępowanie karne trwało zbyt długo (25 lat?) i dlatego doszło do przedawnienia – uznał Trybunał, orzekając odszkodowanie dla ojca Grzegorza Przemyka w wysokości 20 000 euro.

Wg „Newsweeka” i własnej pamięci

Stanisław Remuszko, 14 maja 2018

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.