Nie oglądam byle czego…

Słowa arcybiskupa polskiego Kościoła Katolickiego księdza Sławoja Głódzia „Nie oglądam byle czego” stały się przedmiotem gigantycznej propagandowej manipulacji. Media jak jeden mąż zarzuciły kapłanowi, iż uznał on film braci Wachowskich za „byle co”, za obraz nieważny, bylejaki, trzeciorzędny, marginalny i bagatelny.
To nieprawda. Widziałem tę scenę. Arcybiskup, nagabywany w biegu na ulicy, odparł odruchowo do mikrofonu, że nie ogląda byle czego, jak leci, tylko (w domyśle) wybiera programy, którym chce poświęcić uwagę i namysł. I po tej przypadkowej ulotnej sekundowej migawce wszedł do świątyni, by się modlić.
Sławoj Leszek Głódź jest zarządcą diecezji (biskupem-metropolitą), a więc z definicji niesłychanie zajętym i zapracowanym człowiekiem. W tym sensie, na pewno nie ma czasu ani ochoty na oglądanie byle czego. Nie włącza telewizji, by sobie popatrzeć na to, co akurat w tej chwili nadają, lecz zapewne śledzi i wybiera programy szczególne.
Jestem pewien, że – po tej ulicznej migawce, której następnie dorobiono gombrowiczowską Gębę i nadano olbrzymi medialny rozgłos (fałszywą kontekstową interpretację) – ksiądz arcybiskup spokojnie, świadomie i z rozmysłem obejrzał wiadomy film.
Brzydko jest manipulować, zwłaszcza gdy czynią to dziennikarze. Uprzejmie zapraszam: remuszko@gmail.com

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.