Lemuszko

https://forum.lem.pl/index.php?topic=138.msg76025#msg76025

Ja trochę z innej beczki – ale też właśnie przeczytałem książkę „Lem–Remuszko”, autorstwa Remuszki. Mam ją od dawna ale przeczytałem dopiero teraz, po drugim podejściu, więc uprzejmie donoszę o swoich wrażeniach.

Zawiera książka korespondencję Remuszki i Lema w latach 1989-1993. W skrócie zaczyna się od tego, że Panowie rozmawiają o czymś, co obecnie zazwyczaj nazywa się bieżączką polityczną (i/lub kulturalną), ale po pewnym czasie problemem nr 1 staje się kwestia odejścia Remuszki z „Gazety Wyborczej”. Lem wątpi w wyjaśnienia Remuszki, dlaczego to zrobił, i zaczyna wokół tego narastać konflikt. Na koniec Remuszko urabia Lema, by pisał do „Rzeczpospolitej” pośrednicząc między nim a redakcją, po czym dochodzi do udzielenia przez Lema wywiadu Remuszce, który to wywiad okazuje się poronny, w tym sensie, że przy próbie opracowania surowego tekstu do druku Lema trafia szlag troisty (z bliżej niewyjaśnionych powodów). W ostatnim liście do Remuszki – ośmielę się zacytować, mam nadzieję, że nie zepsuję nikomu zabawy – Lem pisze: Każdy kolejny Pana list, przesyłka, fax, pix, drax i srax zostanie wrzucony do kosza. Żegnam na wieki!

W książce nie ma, jeśli ktoś na to liczył (jak ja) takich rzeczy, dla których czyta się Lema (coś a la Summa, wieszczenie, sąd na światem, warsztat pisarza, Tako rzecze… itd.). Jest to raczej lektura dla badaczy Lema jako osoby, a nie dla czytelników zainteresowanych jego pisarstwem czy filozofią.

Po drugie jak lekko napisałem o tej bieżączce, tak szybko uzupełniam, że była to nie byle jaka bieżączka – wszak chodzi o rok 1989 i lata następne. Chwila jest dziejowa, naprawdę dziejowa – Ruskim z nagła zmiękła rura, niepobiedimyj Sawietskij Sajuz kona pod ceną ropy narzuconą przez Reagana, Polska jako najweselszy barak w obozie jako pierwsza spycha z siebie stygnącą łapę niedźwiedzia i właśnie przechodzi od socjalizmu do kapitalizmu. Obraduje Okrągły Stół, potem przed wakacjami ‘89 wybrany został kontraktowy parlament, a już pod koniec wakacji Mazowiecki zostaje premierem. W Nowy Rok 1990 Balcerowicz zaczyna realizację swego planu itd. Idą wielkie przemiany, karuzela nazwisk, stanowisk i zdarzeń. Pojawiają się pierwsze rysy na monolicie niedawnej opozycji (teraz u władzy), rośnie napięcie pomiędzy Wałęsą a Mazowieckim. Wieje wiatr historii, huczy jak w ulu, giełda nazwisk pęcznieje bo nagle trzeba obsadzić masę stanowisk i to wszystko od pierwszego listu stanowi tło korespondencji.

Potencjalnie bardzo ciekawa sytuacja, ale Panowie piszą o ulotnych sprawach, o rozmaitych osobach ze świecznika, raczej ploteczki. Lem nie owija w bawełnę, więc przegląd ówczesnych elit, świeckich, partyjnych, rządowych i kościelnych jawi się po trosze galerią baranów, osłów, idiotów, kretynów i tym podobnych. W związku jednak z tym, że kto nie ma teraz 5 krzyżyków na karku, to wówczas nie miał dwudziestu lat – większość nazwisk będzie dla takiej osoby pustym dźwiękiem, bo kto dziś słyszał o jakimś Drawiczu, Cywińskiej, Orzechowskim, Rakowskim czy Hollanku?

Na wszelki wypadek zaznaczę, że nie do wszystkich wymienionych osób przypięte były epitety wyliczone powyżej. Mało z tego, co zostało, okazało się trwałe i naprawdę istotne. To drugi powód, dla którego książka jest albo dla starców z dobrą pamięcią, albo dla historyków chcących się wczuć w epokę. Najbardziej trafna prognoza: Lem wyraża obawę o „zjackiplackizowanie”. No i ta rozterka charakterystyczna, którą sam pamiętam: czy to, co i jak robi Wałęsa, robi z niepojętego geniuszu, czy z głupoty. Odbicie czasów w tych listach jest.

Jak wynika z ich treści, Remuszko słał do Lema różne wycinki z prasy i płody własnego pióra, które następnie Lem omawiał, punktował, dyskutował z nimi – ale ponieważ materiałów tych nie ma w książce, to obraz jest niepełny. Nie ma też tego poronnego 46 stronicowego wywiadu (autor pyta na koniec, czy powinien go wydać – moim zdaniem tak). Za to jest kwiecisty język żywego Lema, masa zabawnego szyfrowania nazwisk, tytułów i nazw instytucji, zabawy słowami. I trochę zabawnych z dzisiejszego punktu widzenia problemów, jak np. gdzie kupić gazetę.

No i tyle, więcej nie będę pisał, żeby nie psuć zabawy tym, co nie czytali. Pozycja raczej dla koneserów, bardziej miłośników biografii niż miłośników literatury czy nauki lub filozofii.

* * *

Ze strachu zamieszczam tę samotną recenzję maźka na wszelki wypadek również na swoim blogu. Tu bowiem mniejsze jest prawdopodobieństwo, że ten tekst zniknie, starannie wytarty elektroniczną gumką-myszką.
Choć Forum pana Lema odwiedzam rzadko, to przecież po dziesięciu latach intensywnej bytności tkwię tam po uszy, a nawet jak amen w pacierzu. Odnoszę przy tym wrażenie, że nieliczni pozostali przy życiu P.T. Forumowicze chętnie skasowaliby ów przykry widok Remuszki jako rzucającego się w oczy wieloletniego Założyciela Poczytnych Wątków, i jeśli komuś zależy, to nie mam nic naprzeciw, by te moje personalia zastąpić dowolnym innym nazwiskiem stałym lub różnymi nazwiskami za każdym razem dobieranymi losowo przez martwą forumową machinę.
Ludzi rozumnych i dobrych pozdrawiam ze starożytnym respektem i serdecznością : -)

Stanisław Remuszko

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.