Wojciech Starzyński

W swym wykładzie noblowskim pani Olga Tokarczuk wskazała na dubeltowy indywidualizm opowieści literackiej. Inaczej rozumie/czuje ją samotny autor, inaczej każdy odbiorca. Coś, co dla jednego jest ważne i piękne, dla drugiego może być obojętne.
„Wiersze”, które trzymam w ręku, są dla mnie ważne i piękne. A raczej na odwrót: piękne i ważne.
Choć piękna nie da się ściśle zdefiniować, to przecież człowiek doskonale wie, które potrawy lubi wyraziście, a które tak sobie. Powiem wprost: „Wiersze” Wojciecha Starzyńskiego są dla mnie wprost zachwycające. Owszem, nie wszystkie wiersze, i dopiero byłoby dziwne, gdybym wzruszył się każdym z prawie setki tych małych dzieł. Ale do większości wracałem, a kilka wierszy wycisnęło mi z oczu prawdziwe łzy. Może starość tak ma?
Dlaczego zaś są to dla mnie wiersze ważne? Dlatego, że Wojtka znam od czasu, gdy czterdzieści lat temu zamieszkaliśmy obok siebie przy Dunikowskiego na warszawskim Ursynowie. Ta znajomość to dla mnie zaszczyt, bo Wojtek w swym przebogatym życiu dokonał Wielkich Rzeczy. Od stanu wojennego przez Okrągły Stół moja Ojczyzna przeszła zmianę bodaj wszystkiego. Bywaliśmy blisko tych przeobrażeń i bardzo nas one przejmowały. Często racjonalnie spieraliśmy się. Nic nie wiedziałem o poetyckim sercu druha.
Wojtek potrafił patriotycznym emocjom nadać doniosły konkretny kształt PUBLICZNY: w III RP od zera stworzył oświatę NIEPUBLICZNĄ. Położył mnóstwo innych zasług, ale tę mam za najważniejszą, skoro takie będą Rzeczpospolite jakie ich młodzieży chowanie. Przy autorze cytowanych słów, doradcy królów i hetmanie wielkim koronnym Janie Zamoyskim, stoi światły doradca polskiego premiera i polskiego prezydenta doktor Wojciech Starzyński, pomysłodawca-założyciel i przez dwadzieścia lat prezes Społecznego Towarzystwa Oświatowego. Czemu Wojtek za to swoje opus maximum nie został uhonorowany Orłem Białym – nie mam pojęcia.

Podole, Zbaraż, wiedźma Horpyna
Po polach rozsiane kości
Tak wyglądała moja Ukraina
Którą odkryłem w młodości

Dziś zapodziały się te wspomnienia
I nie ma już pana Michała
Zgnął Longinus wraz z nim zginęła
Dawna potęga i chwała

Błądzę po kresach widzę oczyma
Stanice jary porohy
Wspominam Wołyń Lwow i Kamieniec
Odwiedzam przodków mych prochy

Ciało nad Wisłą tu na nizinach
A dusza w tamtych obłokach
Ona chce bujać nad wielkim stepem
Ona te stepy wciąż kocha

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz