Mały testament

Jako się rzekło w poprzednim wpisie, moja niemoc umysłowa rośnie z dnia na dzień. Pewnie niedługo pójdę sobie, i człowiek by tylko chciał, aby stało się to szybko, bezboleśnie i bezszpitalnie, czyli we własnym domu. Ponieważ jestem sam jak palec (okoliczności życzliwie pomińmy), nikt mnie nie potrzyma za rączkę ani nie znieczuli duchowo. Tak być nie musi, ale zapewne tak będzie. Na gwałtowne ruchy mnie nadal nie stać.

Korzystając z okazji, że laptop jeszcze działa i jeszcze potrafię pisać, chcę rzec, które drobiazgi zostawiam dla kogo i o co proszę.

Dla jedenastoletniej Pięknej Kasi jest jej ulubiony zielony mięsisty szlafrok frotte oraz lornetka Nikon, której nie zdążyłem oddać. Klucze od mieszkania niech zostawi może u Państwa Dolnych, a oni już jakoś przekażą je Agnieszce.

Dla ukochanego rodzącego brata są dwa nie otwarte oznakowane listy, które leżą na lewym parapecie dużego pokoju.

Większość przedmiotów znajdujących się w mieszkaniu powędruje oczywiście na śmietnik. Liczę na to, że ukochane dorosłe dzieci jakoś pomogą ukochanej mamusi przy oczyszczaniu tych trzech pokoi z kuchnią, aby mogła je korzystnie sprzedać.

Nie mam żadnych życzeń co zagospodarowania zwłok, a także miejsca i formy pochówku (jeśli w ogóle do niego dojdzie, bo mogę przecież pójść na rąbankę dla studentów medycyny).

Na podziękowania może jeszcze przyjdzie pora, ale jedne wyrażę koniecznie już teraz. Dziękuję mianowicie mojemu umiłowanemu bratu Włodkowi Lepczyńskiemu, który był i jest najlepszym człowiekiem, jakiego przez całe życie znałem.

Stanisław Remuszko, 29 czerwca 2020

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz