Proces

Tomik „Proces”, wydanie II, strony 109-114.

Wprawdzie po siedemnastu latach to już nikogo nie obchodzi, ale ja lubię mieć sprawy zamknięte.
Wszystkich smaków i smaczków opowiedzieć się nie da, ale najważniejsze ciekawe dokumenty są in extenso zamieszczone w niniejszej cieniutkiej broszurce pod tytułem „Proces”, która dotychczas liczyła wszystkiego 109 stronic formatu A-5, a jej okładkę można obejrzeć na mojej internetowej stronie pod: http://remuszko.pl/ksiazki.php.
Moje kronikarskie zadanie polega na zwięzłym dokończeniu tej archaicznej historii Stało się to możliwe nasamprzód dzięki uprzejmości Rzecznika Praw Obywatelskich pana doktora Adama Bodnara, gdy jego sekretariat przysłał mi to, o co poprosiłem:

Warszawa, 17 czerwca 2019

Pan
Dr Adam Bodnar
Rzecznik Praw Obywatelskich
Al. Solidarności 77
00-090 Warszawa

Szanowny Panie Doktorze,

Uprzejmie proszę Pana o pomoc w dotarciu do orzeczenia ETPC w mojej sprawie, którego do dziś dzień nie otrzymałem mimo mnogich próśb, i mimo że od złożenia skargi mija równo dziesięć lat, a od wydania wyroku lat sześć. O tym werdykcie wiem tylko ze skąpych internetowych doniesień medialnych – np. https://www.press.pl
Dodam, że swe wątpliwości opisałem w „Rzeczpospolitej” pięć lat temu (tekst pokazuje się po wpisaniu do gugli frazy „Pasztet Strasburski Remuszko”).
Pamiętam też, że w mojej sprawie merytorycznie (i życzliwie) pisał do ETPC polski Komitet Helsiński, którego był Pan wówczas filarem.
Nie znam się na niuansach prawnych, ale uważam zdroworozsądkowo, że jako strona skarżąca powinienem wyrok wraz z uzasadnieniem formalnie otrzymać w pierwszej kolejności.
Z góry dziękuję i dobrze Panu życzę : -)

Stanisław Remuszko

potem zaś dzięki przemiłemu nieznajomemu panu Lechowi Bartnikowi z dalekiej australijskiej Adelajdy (50 AUD), dzięki któremu to banknotowi może ukazać się kilka uaktualnionych egzemplarzy tej broszurki. Rzecz jasna, ukazać się tylko po to, by powędrować na archiwalną półkę w katalogu Biblioteki Narodowej.

Cała opowieść jest prehistoryczna i wielostopniowa, ale TU ośmielę się zasugerować jej skrót. Naprzód trzeba koniecznie zrobić samemu dwie rzeczy: przeczytać w tym tomiku (str. 82-90) fascynującą skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, a potem już tylko spróbować otworzyć w wyszukiwarce ten link z wyrokiem ETPC:

http://hudoc.echr.coe.int/eng?i=001-147981

Sentencja tego wyroku jest krótka. To jedna linijka. Ona brzmi tak:

ETPC stwierdza, że nie doszło do naruszenia art. 10 konwencji.

Podkreślmy jednak w tym miejscu, że ów artykuł nr 10 ma taką rangę, jak słynna Pierwsza Poprawka do Amerykańskiej Konstytucji (wolność słowa, prasy, zgromadzeń i inne takie drobiazgi).
Przytoczę treść tej wolnościowej podstawy podstaw [Dz.U.1993.61.284 – Konwencja o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności sporządzona w Rzymie dnia 4 listopada 1950 r., zmieniona następnie Protokołami nr 3, 5 i 8 oraz uzupełniona Protokołem nr 2]

Art. Nr 10. Każdy ma prawo do wolności wyrażania opinii. Prawo to obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe.

Jak konkretnie brzmiała sporna „wyrażona opinia”, od której wszystko się zaczęło? Ano tak (co do kropki):

To jest przykra lektura dla przyjaciół Adama Michnika. Prawda o „Gazecie Wyborczej”. Nieznane dokumenty. Świadkowie. Pierwszą w Polsce, Europie i na świecie książkę o „Gazecie Wyborczej” i jej środowisku napisał Stanisław Remuszko – niegdyś publicysta „GW”, od lat dziennikarz niezależny. Czy masz blade pojęcie, skąd wziął się majątek Agory? Informacje i zamówienia: www.remuszko.pl.

Miało to się ukazać jako zwykła płatna reklama, ale jej zamieszczenia odmówiły wszystkie poproszone redakcje: z lewej, z prawej i ze środka. Wobec tak jednolitej postawy, po paru miesiącach żądanie druku trafiło do sądu. Pozew – poprzez Sąd Okręgowy, Apelacyjny i Najwyższy – zawędrował w końcu do europejskiego Sądu Ostatecznego, który, jako się rzekło, jednogłośnie uchwalił, że prawo nie zostało naruszone. Argumentów sąd nie podał. Ani merytorycznych, ani retorycznych, ani formalnych. Żadnych. Zero czyli nul.


To jest właśnie mój jeden jedyny zarzut pod adresem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka: że odmówił rozpatrzenia sprawy. Nie zajął się tym, co było jego psim obowiązkiem. Nie wykonał swej elementarnej traktatowej roboty. W ogóle nie odniósł się do skargi.


Dla mnie, jako człowieka szczerego i prawdomównego, a przy tym prostolinijnie wierzącego w niezawisłość i niezależność sądów, było to podwójnie przykre. Świadczyło bowiem, że ETPC dobrze zna swoje miejsce w europejskim szeregu. Wie, dokąd może się posunąć, a gdzie mu już nie wolno, bo naruszyłby zbyt ważne interesy innonacyjne albo wręcz ponadnarodowe…
Odpowiednikiem tej unijnej postawy jest – ciekawe – postawa Telewizji Polskiej, w tym pod rządami pana Jacka Kurskiego. Podczas minionych kilkunastu lat TVP trzy razy sama z siebie przychodziła do mojego domu z solenną propozycją nakręcenia „u źródeł” programu o początkach „Gazety Wyborczej”. Za pierwszym razem byłem pełen ochoty, za drugim razem jeszcze też, ale za trzecim razem (wiosna 2020) powiedziałem łagodnie miłej pani redaktor, iż nic z tego nie wyjdzie. Że stałem się już „programowo niewierzący”. „Jak to, jutro przystępujemy do układania scenariusza, zajmie się tym osobiście redaktor Gursztyn!”. No, ale jutro i później pani redaktor już się nie odezwała.
Pointą zaś niech będzie znamienny fragment ze strony 268 inkryminowanej książczyny:


W krajach uchodzących za ojczyzny wolnej prasy – we Francji, Stanach Zjednoczonych, Niemczech czy Anglii – największe publikatory doczekały się na swój temat całkiem sporych zbiorów, zawierających także prasoznawcze prace magisterskie, doktorskie a nawet habilitacyjne. W dobie internetu łatwo sprawdzić, ile pozycji na temat „The Washington Post” albo CNN zawiera Biblioteka Kongresu, ile rozpraw napisano o radiu BCC lub dzienniku „Le Monde”, a także który tytuł uzbierał więcej monografii: „Time” czy „The Times”.
W Polsce najpotężniejszym medium prywatnym, takim nadwiślańskim „New York Timesem”, jest powstała w 1989 roku „Gazeta Wyborcza”. W dość powszechnej (i słusznej) ocenie, redagowany przez Adama Michnika dziennik uchodzi za bezprecedensowy fenomen medialny w całej historii światowej żurnalistyki. Jak zgodnie twierdzą życzliwi i nieżyczliwi „Gazecie” obserwatorzy, pismo jest jednym z najważniejszych demiurgów przemian w III Rzeczpospolitej. Zajmując wśród ogólnopolskich dzienników niemal połowę czytelniczego rynku, „Wyborcza” pozostaje nie tylko najpopularniejszym, lecz i, siłą rzeczy, najbardziej opiniotwórczym pismem w Polsce. Wreszcie, wejście Agory na giełdę częściowo ujawniło potęgę finansową tego medialnego koncernu (kilkadziesiąt lokalnych dzienników i rozgłośni, udziały w telewizji, inwestycje w internecie) jego wartość eksperci oceniają na 2-3 miliardy złotych.
Wydawałoby się, że, po z górą trzydziestu latach istnienia tak wyjątkowej i tak ważnej instytucji, opracowania zwarte na jej temat (książki, broszury, analizy, studia), a także większe audycje i nagrania filmowe, zajmują przynajmniej cały regał, a może nawet całą biblioteczkę.

Otóż – nie. Wierzyć się nie chce, ale po ponad trzydziestu latach w katalogu polskiej narodowej książnicy figuruje tylko jedna jedyna pozycja, opisująca (zresztą też tylko w jednym aspekcie) narodziny i dziecięce lata sławnej „GW”. Moja „Gazeta Wyborcza. Początki i okolice”…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.