O miłości…

Jak wiadomo, o wszystkim powiedziano już wszystko, ale ja spytam: o czym powiedziano najwięcej razy od zarania dziejów?
Jako stary lowelas i pięknoduch, w sobotę 29 maja 2010 wybrałem się z Kasią do Wilanowa, aby, na kanwie wystawy „Amor Poloniae”, posłuchać debaty znawców o semantycznej ewolucji różnych miłosnych pojęć. Arcyciekawie mówili wszyscy: dr Grębecka z UW, ks. prof. Sochoń z  UKSW i red. Sosnowski z radiowej „Trójki” – czwarty zaś wykładowca, sam sławny pan profesor Jan Miodek*, zwracając uwagę słuchaczy na wyrazistą odmienność zakochania i miłości, wymienił trzy słowa jako wyróżniki tej ostatniej: pewność, stabilność i bezpieczeństwo (zanotowałem na gorąco).  Pragnę od siebie dodać jeszcze trzy: dojrzałość, bliskość oraz czubiastość.
Z moich przebogatych doświadczeń kochliwego sześćdziesięciolatka wynika jasno, po pierwsze, że prawdziwa miłość jest procesem niesłychanie zależnym od czasu: rośnie, rozwija się, zmienia, przekształca, maceruje i właśnie DOJRZEWA przez całe swoje życie. Jako dawny fizyk, porównałbym jej „wykres główny” do fragmentu hiperboli równoosiowej (szybki wzrost od jakichś 10% w stadium zakochania, przez jakieś 50% w dniu małżeństwa, do jakichś 75% dziesięć lat później; potem, jeszcze wolniej, do asymptoty 90% na złote gody).
Po drugie, w trakcie tych procesów powstaje niezwykła duchowa BLISKOŚĆ. Pismo mówi, że mąż i żona opuszczają swych rodziców i z wolna stają się „jednym ciałem” (Mk 10, 11-12), a ja bym porównał dojrzałą miłość dwojga ludzi do korzeni dwóch drzew rosnących latami na wyciągnięcie gałęzi: tak są już wzajemnie przerośnięte i tak ze sobą splątane, że trudno orzec, które kłącza i włośniczki do kogo należą. [Dlatego starych drzew nie rozdziela się i nie przesadza. Stare drzewa schną i umierają]
Najdziwniejszym zjawiskiem w takiej miłości jest jej CZUBIASTOŚĆ (kto się lubi, ten się czubi). Mam na myśli zwykłe spory, czasem kłótnie, niekiedy nawet nawałnice z piorunami i kilkudniową późniejszą ciszą… Wydawałoby się, że tak burzliwe emocje burzą, jak sama nazwa wskazuje, miłosny związek, a tymczasem jest wręcz odwrotnie: mają one (oczywiście w wydaniu umiarkowanym!!!) moc uzdrawiającą i krzepicielską. Powiem więcej: źle wróżę nazbyt zgodnym stadłom
Wszystkim zakochanym ludziom – młodym, średnim, starszym i starym – z serca życzę prawdziwej miłości 🙂
Stanisław Remuszko

________________
*7 czerwca 2010 Jan Franciszek Miodek obchodzi LXIV urodziny – wszystkiego najlepszego, Panie Profesorze!

 

Byłbym wdzięczny za niekomentowanie tego felietonu – chyba że na priva: remuszko@neostrada.pl  Dzięki!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *